- autor poleca wsłuchać się w tym rozdziale w ów piosenkę: Something like Strider... -
Nad ranem, znana nam trójka graczy LoL'a, stała pod szkołą, wyczekując wspólnie na ten pierwszy dzwonek lekcyjny. Gamzee, wraz z Tavrosem, lepili niedaleko przysłowiowego bałwana z mieszanki mokrego piasku oraz śniegu, zdobiąc go jeszcze kilkoma pustymi butelkami po Faygo i uroczym szalikiem w kolorze pudrowego różu, który przypadkowo Nitram znalazł w swoim plecaku.
- Oni serio chcą się teraz bawić w tym błocie? - mruknęła, lekko zmartwiona Aradia, obserwując uważnie zabawę tamtej dwójki.
- Nie myśl, że oni udają takich idiotów. Oni naprawdę nimi są – wyjaśnił Karkat, pocierając swoje dłonie o siebie, chcąc je tym samym jakoś minimalnie rozgrzać. Dzisiaj był naprawdę mroźny dzień, ale nadal nie na tyle, by spadła sensowna warstwa śniegu, która ułatwiłaby lepienie bałwana, który już miał długie rogi z patyków.
- Może lepiej im powiedzieć by- - i nagle wypowiedź bordowowłosej dziewczyny przerwał donośny pisk opon, które zasygnalizowały silne hamowanie motocyklu.
- Blond księżniczka na swym rumaku przybyła… - mruknął Vantas, jakby sam do siebie, ale jednak do wszystkich.
Motocyklista zsiadł ze swojego pojazdu. Na szyi miał przewieszone czerwone, duże słuchawki, z których leciała pewna piosenka, idealnie opisująca owego kierowcę. Ściągnął swój kask, przeczesał palcami jedwabiste, blond włosy, po czym wyjął z kieszeni swojej skórzanej kurtki okulary przeciwsłoneczne, zaraz je zakładając. W tle można było usłyszeć wzdychanie zauroczonych pierwszoklasistek aka fangirlów. Muzyka idealnie wpasowała się w tą sytuację – He's 20% cooler, than… Everyone?
- Czy on, naprawdę, kurwa, wierzy w to, że jest w jakiś sposób lepszy? I że musi sobie jakieś „wielkie” wejścia robić? - burknął nagle bardziej wkurzony Karkat. Wystarczyło tylko by raz zobaczył ten niewzruszony, pokerowy wraz twarzy Stridera i już od razu miotało nim jak szatan. Zabrał wtem Solluxowi okulary, zakładając je na swój nos, a przy okazji, odsłaniając na widok wszystkich skażone heterochromią oczy drugiego, lub inaczej piękną kompozycję niebiesko-miodowych tęczówek.
- Ej, KK!
- O patrzcie na mnie, jestem taki zajebisty, bo mam te swoje debilne ciemne okulary, bla bla bla… - co zrobić, gdy nie wiesz jak jeszcze bardziej wyrazić swoje wkurwienie na kogoś? Zacznij tą osobę parodiować. - Jestem taki lepszy od was, a tak naprawdę ledwo zaliczam jakiś przedmiot… Ha, poprawka, nikogo nie zaliczam, bo jestem jebanym pedałem!
- Ekchem… - odchrząknęła Aradia, wskazując dyskretnie palcem na coś, co jest za młodym kabareciarzem. - Dave na ciebie patrzy…
- Co? - natychmiastowy zwrot Karkata o 180 stopni. Jego spojrzenie, spod okularów 3D, idealnie skrzyżowało się ze spojrzeniem i uśmiechem znienawidzonego przez niego blondyna, który akurat w tym momencie przekraczał próg szkolnych drzwi. Nagłe zawstydzenie oraz zmieszanie przelało się przez ciało Vantasa.
- No i masz za swoje KK. A teraz oddawaj moje okulary! - Sollux jednak nie poczekał i sam mu je zabrał, bądź bardziej wyszarpał.
- Ugh… - ten skrzyżował ręce, czując, że sam teraz postąpił jak kretyn.
- Serio, nadal aż tak ci działa na nerwy? - zapytała spokojnie jego koleżanka. - Wydaje mi się, że od niedawna jest jakoś dziwnie miły… Nie reaguje już na twoje docinki tak jak kiedyś.
- Jego problem… - odrzekł sucho oraz z przekonaniem, jakby naprawdę, był to jakiś problem.
- Ara, nie wnikaj, oni od zawsze drą koty – wtem odezwał się Captor. - Strider zawsze przecież „ignoruje” docinki KK.
- Tak, ale nigdy nie odpowiadał na nie… Uśmieszkiem?
- Naprawdę cię to zainteresowało?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- A moim zdaniem, ta jebana blond księżniczka coś knuje… – Karkat wysnuł swoją teorię, rozwiewając, raczej wszystkie, podejrzenia Megido, nad którymi i tak nie miałaby czasu się zastanawiać, bo właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję.
- O. Mój. Jejciu! - uroczy, prawie, że pisk, Tavrosa można chyba było usłyszeć na całej długości korytarza. Siedział on na swoim wózku, tuż przed tablicą z ogłoszeniami, wpatrzony w nią jak w księżniczkę. Czytał z niemałym zafascynowaniem pewną informacje, na jakże kolorowym plakacie ukazującym Piotrusia Pana lecącego nad Nibylandią wraz ze swoją armią małych dzieci.
- Co jest bro? - pierwszym, który zareagował na ów pisk był oczywiście, lekko zaspany klaun, ciągnący za sobą wkurwioną posturę Vantasa.
- Spójrz tylko! - brązowowłosy wskazał na plakat, któremu, aż z miłością się przyglądał. - Nasza szkoła wystawia przedstawienie o Piotrusiu Panie! - ten dziecięcy uśmiech, który aż doprowadzał do mdłości pewną osobę znajdującą się w tym towarzystwie. - W czwartek są zgłoszenia! Można sobie wybrać czy chcesz pracować za kulisami, czy występować na scenie! I pisze, że dla każdego chętnego będzie jakieś miejsce! Aaa!!
- I co Tavi? Chcesz być tym latającym motherfuckerem? - Gamzee przekręcił swoją głowę na bok, starając się zrozumieć co znajduje się na kolorowym ogłoszeniu.
- Pewnie nie dla mnie ta rola, ale może coś mi się uda! Nawet jak będę drzewem, będę szczęśliwy! - uśmiechnął się jeszcze szerzej na same wyobrażenie całego spektaklu.
- Te, a zauważyłeś kto jest patronem tego szajsu? - oczywiście Karkat nie mógł, nawet niespecjalnie, spróbować nie zniszczyć mu humoru. Wskazał na nazwisko, które widniało u dole plakatu. Nazwisko reżysera, który zdecydował się wystawić takowe przedstawienie.
Tavros przyjrzał się małym literkom i podpisowi jaki wykonał twórca. Odczytał więc to na głos:
- „Andrew Hussie”…
- Nadal chcesz brać w tym udział? - drążył Vantas.
- No raczej, że tak! - odrzekł niewzruszony Nitram, nadal uśmiechający się tak, jakby objadł się żelkowymi misiami.
- Honk honk honk! – klaun też musiał dorzucić swoje szczęśliwe trzy grosze, popierające tym samym entuzjazm przyjaciela wózkowicza.
- Przecież to nie zbrodnia, że pan Hussie chce wystawić przedstawienie. A jeśli ma dotyczyć ono mojego ulubionego bohatera, to popieram to w każdym procencie! - tymi słowami, podkreślił jeszcze bardziej swoją chęć do wystąpienia w nim. - Pójdziecie ze mną w czwartek się zgłosić? - poprosił, a jego oczy wtem zmieniły się w proszące oczka, kota ze Shreka.
- Zawsze bro. Z tobą to i na koniec tego świata – odpowiedział mu klaun, klepiąc go jeszcze przyjaźnie po głowie.
- Ughh… Ja to się do niczego w tym nie nadam – burknął Vantas, bardziej zły, z powodu tego, że został, tak mniej więcej, przegłosowany.
- Jak to nie Karkuś? - wtem łeb Makary przeniósł się na drugi bok, inaczej ramie. - Byłbyś świetnym piratem… - dodał, prostując głowę. Uśmiechnął się bardziej, można nawet rzec, że zachęcająco.
- Oo tak! Kapitanem Hakiem! Argh! - dodał Tavros, szczerze zgadzając się ze swoim wysokim przyjacielem, a przy tym, dodatkowo na końcu starając się brzmieć jak prawdziwy pirat ze strasznych opowieści o potworach morskich.
- Czemu akurat tym, kurewskim, idiotą? - znowu gorąco się robiło pod tą czarną czupryną.
- Bo potrafisz się wkurzać jak nikt inny – dalej odpowiadał mu, zadowolony ze swojego pomysłu, klaun.
- I co z tego?
- To, że świetnie oddałbyś irytację Kapitana na Piotrusia – a przy tym, wspierał Makarę, jego oddany przyjaciel wózkowicz.
Karkat wywrócił swoimi czerwonymi jak wino ślepiami, dając im do zrozumienia, że ich komentarze oraz poparcie dla jego charakterku, gówno w tej sytuacji dają.
- Chociaż pójdź dla towarzystwa – poprosił po chwili Tavros, bojąc się, ze może i Gamzee zrezygnuje z udziału, bo w końcu ten tępy klaun nigdzie się bez swojego wściekłego kumpla nie rusza. Tym razem czerwonooki westchnął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dobra, ale mnie w żadną chujową rolę nie wplątujcie, jasne?
- Tak jest! – odparł Nitram, poszerzając swój uśmiech, zaś wesoła mina Makary, ani razu się nie zmieniła.
Dzwonek.
Gamzee ujął wózek swojego przyjaciela i począł prowadzić go w stronę sali, w której mieli odbyć lekcję biologii. Po sekundzie dołączył do ich boku nasz nowy Kapitan Hak, który w sumie jeszcze nim nie jest, ale tak na dobrą sprawę, na razie nic nie wiadomo.
Tavros podjechał do przed ostatniej ławki przy oknie, a jego kumple zasiedli tuż za nim. Karkat z dala od reszty klasy, a Gamzee na wyjściu. Zaraz, gdy tylko sala się zapełniła i nauczycielka rozpoczęła lekcję, Vantas uznał za stosowne by się chwilę zdrzemnąć. W końcu kogo obchodzi biologia, każdy zna ludzką anatomię… A ciche rozmowy osób z klasy, były nadzwyczaj kojące. Nikt i tak nie znał odpowiedzi na żadne pytanie, toteż tylko na szeptach się to skończyło.
- Pssst… - coś dmuchnęło na ucho naszego śpiocha, który nawet nie zdążył zapaść w przyjemnie poważną drzemkę. - Karkuuś… Psssssst…
- Kurwa, czego – otworzył jedno czerwone oko spoglądając na klauniego przeszkadzacza. Ten pomachał mu przed nosem zwiniętą kartką. KK zrobił tylko wymowną minę, mającą na celu przekazać: „I co? Mam ci dać pierdolony autograf?”.
- To od Dave’a – powiedział Makara, wskazując na blondyna, który siedział na drugim końcu sali, przy ścianie, wraz ze swoim najlepszym przyjacielem. Kiedy zauważył, że czerwone tęczówki Vantasa spojrzały w jego stronę, uśmiechnął się ku nim, tak przyjaźnie, albo i nawet zawadiacko.
Chwila milczenia ze strony czarnowłosego…
- Podrzyj to.
Klaun zamrugał szybciej kilka razy, jakby analizując słowa swego kumpla, po czym przytknął biały skrawek papieru do jego zaróżowionego policzka.
- Honk.
- Ughh… - Karkat podniósł swoją głowę, wyszarpując wręcz z ręki drugiego to, co miał mu do przekazania, zaraz rozwijając.
„to przedstawienie co dałeś rano
wystąpisz w spektaklu?
świetny z ciebie aktor”
Napisane czerwonym długopisem, w stylu każdej gwiazdy. Pięknie oraz artystycznie, niczym prawdziwy autograf.
A w Vantasie coś się zagotowało.
„PIEPRZ SIĘ STRIDER.”
Trzy wymowne słowa, które powinny dać blondynowi do zrozumienia, w jakim poważaniu, ma go jego kolega z klasy. Złożył kartkę z powrotem i zaraz podał ją Gamzowi, a ten, odgadując jego niewypowiedziany rozkaz, podał wiadomość dalej. Po krótkiej chwili pod nosem Dave’a ukazał się kolejny z tych łobuzerskich uśmieszków.
- Co się tak uśmiechasz do tego papieru? - zajrzał mu przez ramię sąsiad z ławki.
- A to, Egbert, że ten papier opowiada wspaniałe żarty – odparł, pisząc coś swoim długopisem, zawierającym czerwony atrament.
- Serio? Daj przeczytać! - ten już chciał mu wyrwać tą karteczkę, ale Strider jednym, atletycznym ruchem, rzucił ją celnie w głowę Vantasa.
- Wybacz, tylko wtajemniczeni mogą poznać legendarne, zabawne żarty, ów kartki papieru.
- I tym wtajemniczonym jest niby Karkat? - niebieskooki przyjaciel blondyna, zrobił taką minę, że jego trzy wystające poza usta zęby, wychyliły się jeszcze bardziej ku światłu dziennemu, bądź też inaczej, zdziwił się. W odpowiedzi otrzymał tylko obojętne wzruszenie ramionami.
A w tej chwili czerwonooki powstrzymywał się przed wybuchnięciem – boom - niczym wulkan.
„zależy z kim
bo z tobą chętnie”
- Co on sobie kurwa myśli?! Jakąś nową taktykę obrał, by mnie bardziej wyprowadzać z równowagi?! - skarżył się ten niższy, temu wyższemu.
- Honk – który w sumie nie wiedział o co się rozchodzi.
Karkat mógł odpisać i to w sumie chciał zrobić, w jak najbardziej brutalny oraz nieokrzesany sposób, plując w tą kartkę pisanymi przekleństwami, jednak nauczycielka poczęła ich w końcu uciszać. Nie jego wina, że ma tak donośny głos.
Zdecydował się podrzeć papier i wyrzucić go do śmietnika, który znajdował się za nim. Znowu ułożył głowę wygodnie na ławce, chcąc jednak przespać te ostatnie piętnaście minut lekcji, ale po chwili coś znowu uderzyło o jego czarną czuprynę. Kolejna kulka papieru ozdobiona czerwonym atramentem.
- Zajebie gnoja… - mruknął pod nosem, zabierając kartkę i ją odwijając.
„calm down bro
im just kidding”
Na to jednak już z początku nie miał zamiaru odpowiedzieć. Znowu biedna makulatura została poddana operacji rwania, a zaraz potem wrzucona w czeluści śmietnika. Szkoda tylko, że obok był drugi na, ów papierowe odpadki. Najwidoczniej Karkat nie pamiętał o segregacji, no cóż…
Nad ranem, znana nam trójka graczy LoL'a, stała pod szkołą, wyczekując wspólnie na ten pierwszy dzwonek lekcyjny. Gamzee, wraz z Tavrosem, lepili niedaleko przysłowiowego bałwana z mieszanki mokrego piasku oraz śniegu, zdobiąc go jeszcze kilkoma pustymi butelkami po Faygo i uroczym szalikiem w kolorze pudrowego różu, który przypadkowo Nitram znalazł w swoim plecaku.
- Oni serio chcą się teraz bawić w tym błocie? - mruknęła, lekko zmartwiona Aradia, obserwując uważnie zabawę tamtej dwójki.
- Nie myśl, że oni udają takich idiotów. Oni naprawdę nimi są – wyjaśnił Karkat, pocierając swoje dłonie o siebie, chcąc je tym samym jakoś minimalnie rozgrzać. Dzisiaj był naprawdę mroźny dzień, ale nadal nie na tyle, by spadła sensowna warstwa śniegu, która ułatwiłaby lepienie bałwana, który już miał długie rogi z patyków.
- Może lepiej im powiedzieć by- - i nagle wypowiedź bordowowłosej dziewczyny przerwał donośny pisk opon, które zasygnalizowały silne hamowanie motocyklu.
- Blond księżniczka na swym rumaku przybyła… - mruknął Vantas, jakby sam do siebie, ale jednak do wszystkich.
Motocyklista zsiadł ze swojego pojazdu. Na szyi miał przewieszone czerwone, duże słuchawki, z których leciała pewna piosenka, idealnie opisująca owego kierowcę. Ściągnął swój kask, przeczesał palcami jedwabiste, blond włosy, po czym wyjął z kieszeni swojej skórzanej kurtki okulary przeciwsłoneczne, zaraz je zakładając. W tle można było usłyszeć wzdychanie zauroczonych pierwszoklasistek aka fangirlów. Muzyka idealnie wpasowała się w tą sytuację – He's 20% cooler, than… Everyone?
- Czy on, naprawdę, kurwa, wierzy w to, że jest w jakiś sposób lepszy? I że musi sobie jakieś „wielkie” wejścia robić? - burknął nagle bardziej wkurzony Karkat. Wystarczyło tylko by raz zobaczył ten niewzruszony, pokerowy wraz twarzy Stridera i już od razu miotało nim jak szatan. Zabrał wtem Solluxowi okulary, zakładając je na swój nos, a przy okazji, odsłaniając na widok wszystkich skażone heterochromią oczy drugiego, lub inaczej piękną kompozycję niebiesko-miodowych tęczówek.
- Ej, KK!
- O patrzcie na mnie, jestem taki zajebisty, bo mam te swoje debilne ciemne okulary, bla bla bla… - co zrobić, gdy nie wiesz jak jeszcze bardziej wyrazić swoje wkurwienie na kogoś? Zacznij tą osobę parodiować. - Jestem taki lepszy od was, a tak naprawdę ledwo zaliczam jakiś przedmiot… Ha, poprawka, nikogo nie zaliczam, bo jestem jebanym pedałem!
- Ekchem… - odchrząknęła Aradia, wskazując dyskretnie palcem na coś, co jest za młodym kabareciarzem. - Dave na ciebie patrzy…
- Co? - natychmiastowy zwrot Karkata o 180 stopni. Jego spojrzenie, spod okularów 3D, idealnie skrzyżowało się ze spojrzeniem i uśmiechem znienawidzonego przez niego blondyna, który akurat w tym momencie przekraczał próg szkolnych drzwi. Nagłe zawstydzenie oraz zmieszanie przelało się przez ciało Vantasa.
- No i masz za swoje KK. A teraz oddawaj moje okulary! - Sollux jednak nie poczekał i sam mu je zabrał, bądź bardziej wyszarpał.
- Ugh… - ten skrzyżował ręce, czując, że sam teraz postąpił jak kretyn.
- Serio, nadal aż tak ci działa na nerwy? - zapytała spokojnie jego koleżanka. - Wydaje mi się, że od niedawna jest jakoś dziwnie miły… Nie reaguje już na twoje docinki tak jak kiedyś.
- Jego problem… - odrzekł sucho oraz z przekonaniem, jakby naprawdę, był to jakiś problem.
- Ara, nie wnikaj, oni od zawsze drą koty – wtem odezwał się Captor. - Strider zawsze przecież „ignoruje” docinki KK.
- Tak, ale nigdy nie odpowiadał na nie… Uśmieszkiem?
- Naprawdę cię to zainteresowało?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- A moim zdaniem, ta jebana blond księżniczka coś knuje… – Karkat wysnuł swoją teorię, rozwiewając, raczej wszystkie, podejrzenia Megido, nad którymi i tak nie miałaby czasu się zastanawiać, bo właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję.
~*~
- O. Mój. Jejciu! - uroczy, prawie, że pisk, Tavrosa można chyba było usłyszeć na całej długości korytarza. Siedział on na swoim wózku, tuż przed tablicą z ogłoszeniami, wpatrzony w nią jak w księżniczkę. Czytał z niemałym zafascynowaniem pewną informacje, na jakże kolorowym plakacie ukazującym Piotrusia Pana lecącego nad Nibylandią wraz ze swoją armią małych dzieci.
- Co jest bro? - pierwszym, który zareagował na ów pisk był oczywiście, lekko zaspany klaun, ciągnący za sobą wkurwioną posturę Vantasa.
- Spójrz tylko! - brązowowłosy wskazał na plakat, któremu, aż z miłością się przyglądał. - Nasza szkoła wystawia przedstawienie o Piotrusiu Panie! - ten dziecięcy uśmiech, który aż doprowadzał do mdłości pewną osobę znajdującą się w tym towarzystwie. - W czwartek są zgłoszenia! Można sobie wybrać czy chcesz pracować za kulisami, czy występować na scenie! I pisze, że dla każdego chętnego będzie jakieś miejsce! Aaa!!
- I co Tavi? Chcesz być tym latającym motherfuckerem? - Gamzee przekręcił swoją głowę na bok, starając się zrozumieć co znajduje się na kolorowym ogłoszeniu.
- Pewnie nie dla mnie ta rola, ale może coś mi się uda! Nawet jak będę drzewem, będę szczęśliwy! - uśmiechnął się jeszcze szerzej na same wyobrażenie całego spektaklu.
- Te, a zauważyłeś kto jest patronem tego szajsu? - oczywiście Karkat nie mógł, nawet niespecjalnie, spróbować nie zniszczyć mu humoru. Wskazał na nazwisko, które widniało u dole plakatu. Nazwisko reżysera, który zdecydował się wystawić takowe przedstawienie.
Tavros przyjrzał się małym literkom i podpisowi jaki wykonał twórca. Odczytał więc to na głos:
- „Andrew Hussie”…
- Nadal chcesz brać w tym udział? - drążył Vantas.
- No raczej, że tak! - odrzekł niewzruszony Nitram, nadal uśmiechający się tak, jakby objadł się żelkowymi misiami.
- Honk honk honk! – klaun też musiał dorzucić swoje szczęśliwe trzy grosze, popierające tym samym entuzjazm przyjaciela wózkowicza.
- Przecież to nie zbrodnia, że pan Hussie chce wystawić przedstawienie. A jeśli ma dotyczyć ono mojego ulubionego bohatera, to popieram to w każdym procencie! - tymi słowami, podkreślił jeszcze bardziej swoją chęć do wystąpienia w nim. - Pójdziecie ze mną w czwartek się zgłosić? - poprosił, a jego oczy wtem zmieniły się w proszące oczka, kota ze Shreka.
- Zawsze bro. Z tobą to i na koniec tego świata – odpowiedział mu klaun, klepiąc go jeszcze przyjaźnie po głowie.
- Ughh… Ja to się do niczego w tym nie nadam – burknął Vantas, bardziej zły, z powodu tego, że został, tak mniej więcej, przegłosowany.
- Jak to nie Karkuś? - wtem łeb Makary przeniósł się na drugi bok, inaczej ramie. - Byłbyś świetnym piratem… - dodał, prostując głowę. Uśmiechnął się bardziej, można nawet rzec, że zachęcająco.
- Oo tak! Kapitanem Hakiem! Argh! - dodał Tavros, szczerze zgadzając się ze swoim wysokim przyjacielem, a przy tym, dodatkowo na końcu starając się brzmieć jak prawdziwy pirat ze strasznych opowieści o potworach morskich.
- Czemu akurat tym, kurewskim, idiotą? - znowu gorąco się robiło pod tą czarną czupryną.
- Bo potrafisz się wkurzać jak nikt inny – dalej odpowiadał mu, zadowolony ze swojego pomysłu, klaun.
- I co z tego?
- To, że świetnie oddałbyś irytację Kapitana na Piotrusia – a przy tym, wspierał Makarę, jego oddany przyjaciel wózkowicz.
Karkat wywrócił swoimi czerwonymi jak wino ślepiami, dając im do zrozumienia, że ich komentarze oraz poparcie dla jego charakterku, gówno w tej sytuacji dają.
- Chociaż pójdź dla towarzystwa – poprosił po chwili Tavros, bojąc się, ze może i Gamzee zrezygnuje z udziału, bo w końcu ten tępy klaun nigdzie się bez swojego wściekłego kumpla nie rusza. Tym razem czerwonooki westchnął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dobra, ale mnie w żadną chujową rolę nie wplątujcie, jasne?
- Tak jest! – odparł Nitram, poszerzając swój uśmiech, zaś wesoła mina Makary, ani razu się nie zmieniła.
Dzwonek.
Gamzee ujął wózek swojego przyjaciela i począł prowadzić go w stronę sali, w której mieli odbyć lekcję biologii. Po sekundzie dołączył do ich boku nasz nowy Kapitan Hak, który w sumie jeszcze nim nie jest, ale tak na dobrą sprawę, na razie nic nie wiadomo.
Tavros podjechał do przed ostatniej ławki przy oknie, a jego kumple zasiedli tuż za nim. Karkat z dala od reszty klasy, a Gamzee na wyjściu. Zaraz, gdy tylko sala się zapełniła i nauczycielka rozpoczęła lekcję, Vantas uznał za stosowne by się chwilę zdrzemnąć. W końcu kogo obchodzi biologia, każdy zna ludzką anatomię… A ciche rozmowy osób z klasy, były nadzwyczaj kojące. Nikt i tak nie znał odpowiedzi na żadne pytanie, toteż tylko na szeptach się to skończyło.
- Pssst… - coś dmuchnęło na ucho naszego śpiocha, który nawet nie zdążył zapaść w przyjemnie poważną drzemkę. - Karkuuś… Psssssst…
- Kurwa, czego – otworzył jedno czerwone oko spoglądając na klauniego przeszkadzacza. Ten pomachał mu przed nosem zwiniętą kartką. KK zrobił tylko wymowną minę, mającą na celu przekazać: „I co? Mam ci dać pierdolony autograf?”.
- To od Dave’a – powiedział Makara, wskazując na blondyna, który siedział na drugim końcu sali, przy ścianie, wraz ze swoim najlepszym przyjacielem. Kiedy zauważył, że czerwone tęczówki Vantasa spojrzały w jego stronę, uśmiechnął się ku nim, tak przyjaźnie, albo i nawet zawadiacko.
Chwila milczenia ze strony czarnowłosego…
- Podrzyj to.
Klaun zamrugał szybciej kilka razy, jakby analizując słowa swego kumpla, po czym przytknął biały skrawek papieru do jego zaróżowionego policzka.
- Honk.
- Ughh… - Karkat podniósł swoją głowę, wyszarpując wręcz z ręki drugiego to, co miał mu do przekazania, zaraz rozwijając.
„to przedstawienie co dałeś rano
wystąpisz w spektaklu?
świetny z ciebie aktor”
Napisane czerwonym długopisem, w stylu każdej gwiazdy. Pięknie oraz artystycznie, niczym prawdziwy autograf.
A w Vantasie coś się zagotowało.
„PIEPRZ SIĘ STRIDER.”
Trzy wymowne słowa, które powinny dać blondynowi do zrozumienia, w jakim poważaniu, ma go jego kolega z klasy. Złożył kartkę z powrotem i zaraz podał ją Gamzowi, a ten, odgadując jego niewypowiedziany rozkaz, podał wiadomość dalej. Po krótkiej chwili pod nosem Dave’a ukazał się kolejny z tych łobuzerskich uśmieszków.
- Co się tak uśmiechasz do tego papieru? - zajrzał mu przez ramię sąsiad z ławki.
- A to, Egbert, że ten papier opowiada wspaniałe żarty – odparł, pisząc coś swoim długopisem, zawierającym czerwony atrament.
- Serio? Daj przeczytać! - ten już chciał mu wyrwać tą karteczkę, ale Strider jednym, atletycznym ruchem, rzucił ją celnie w głowę Vantasa.
- Wybacz, tylko wtajemniczeni mogą poznać legendarne, zabawne żarty, ów kartki papieru.
- I tym wtajemniczonym jest niby Karkat? - niebieskooki przyjaciel blondyna, zrobił taką minę, że jego trzy wystające poza usta zęby, wychyliły się jeszcze bardziej ku światłu dziennemu, bądź też inaczej, zdziwił się. W odpowiedzi otrzymał tylko obojętne wzruszenie ramionami.
A w tej chwili czerwonooki powstrzymywał się przed wybuchnięciem – boom - niczym wulkan.
„zależy z kim
bo z tobą chętnie”
- Co on sobie kurwa myśli?! Jakąś nową taktykę obrał, by mnie bardziej wyprowadzać z równowagi?! - skarżył się ten niższy, temu wyższemu.
- Honk – który w sumie nie wiedział o co się rozchodzi.
Karkat mógł odpisać i to w sumie chciał zrobić, w jak najbardziej brutalny oraz nieokrzesany sposób, plując w tą kartkę pisanymi przekleństwami, jednak nauczycielka poczęła ich w końcu uciszać. Nie jego wina, że ma tak donośny głos.
Zdecydował się podrzeć papier i wyrzucić go do śmietnika, który znajdował się za nim. Znowu ułożył głowę wygodnie na ławce, chcąc jednak przespać te ostatnie piętnaście minut lekcji, ale po chwili coś znowu uderzyło o jego czarną czuprynę. Kolejna kulka papieru ozdobiona czerwonym atramentem.
- Zajebie gnoja… - mruknął pod nosem, zabierając kartkę i ją odwijając.
„calm down bro
im just kidding”
Na to jednak już z początku nie miał zamiaru odpowiedzieć. Znowu biedna makulatura została poddana operacji rwania, a zaraz potem wrzucona w czeluści śmietnika. Szkoda tylko, że obok był drugi na, ów papierowe odpadki. Najwidoczniej Karkat nie pamiętał o segregacji, no cóż…

O M G, co tu się stało!?? AAAA
OdpowiedzUsuństrasznie podobał mi się rozdział, jest bardzo quality, szanuję go i polecam POLECAM bo akcja się rozkręca i wyczuwam nadciągającą dramę w powietrzu, nie się mogę doczekać!! cała kwintesencja Stridera, aż się łezka w oku kręci. To samo z pomysłem na przedstawienie i ujętymi relacjami i to, że mamy okazję poznać więcej postaci idealnie oddaje hołmstakową atmosfere! meegaa! >w< pisz pisz pISZ, bo chce wiedzieć co dalej!!
*wysuwa głowę spod czerwonego kaptura* A więc...witam, witam, Dave Strider aka Sharri tu jest. Muszę powiedzieć, że gdyby nie to, że wiem jak nienawidzisz pary DavexKarkat...to pomyślałabym, że właśnie oni są tu głównym wątkiem, tak nie jest...a trochę szkoda bo ja osobiście ten paring lubię. Co do całego rozdziału, akcje, wymiany zdań jak najbardziej oddawały charakter tych oryginalnych postaci z homestuck'a. No co mogę więcej powiedzieć? Jak zawsze czekam na kolejne rozdziały :3
OdpowiedzUsuń