- Chodźcie szybciej, no! Zaraz się zacznie! Nie możemy się spóźnić!! - ekscytacja Tavrosa udzielała się tylko Gamzee’emu oraz Aradii. Reszta przyszła, bo była zmuszona, bądź też zaszantażowana za pomocą oczu kota w butach. Nitram był w tej dziedzinie raczej mistrzem.
Udali się wspólnie do małej salki widowiskowej, w której znajdowała się średniej wielkości scena oraz trybuny z krzeseł. Usiedli wspólnie gdzieś tam z boku, stawiając wózek inwalidzki swojego kolegi, tak by nie tarasował przejścia.
- Ale atmosfera! - skomentowała Aradia, która najwidoczniej lubowała przebywać w grobowych ciemnościach, albo raczej wampirycznych, ponieważ w kątach sali stały lampki w kształcie świec, dające słabą poświatę. Najbardziej oświetlona była jednak scena, gdyż na suficie znajdował się reflektor ustawiony w jej kierunku.
- Co kto lubi – odparł Sollux, bardziej zaabsorbowany grą w Fallout Shelter na telefonie, niż pomieszczeniem, czy zachwytami swojej dziewczyny. Ara jednak zignorowała jego własną ignorancję, wplątując się w podekscytowaną rozmowę z Tavrosem.
Długo nie musieli czekać, gdy salka zaczęła zapełniać się innymi uczniami. Większość z nich przyszła pewnie ze względu na to, że dzięki temu nie mają lekcji, a jak zostaną przydzieleni do jakiegoś zadania, spłynie na nich odpowiedzialność za przedstawienie, przez co luźniej będą podchodzić do nich nauczyciele. Jedynie Karkat wolałby być bardziej teraz na lekcji, niż tu – w ciemnej jaskini, tego dziwnego pana o nazwisku Hussie.
Jak na ironię i wiele przywilejów, które mogła oferować praca nad spektaklem, dużo osób nie przyszło, z czego cicho cieszył się Nitram, mający nadzieję, że dzięki temu dostanie jakąś ważniejszą rolę niż tylko drzewa.
Kiedy zadzwonił dzwonek do pomieszczenia, jak torpeda – Luxtorpeda! - wpadł nie kto inny jak organizator oraz pomysłodawca całego przedstawienia. Miał na sobie czarny płaszcz, a włosy rozczochrane, jakby właśnie wpadł pod samochód. Przejechał tylko szybko wzrokiem po twarzach zebranych, po czym bez słowa zasiadł na scenie, by być dla wszystkich dobrze widocznym. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale po sekundzie jednak na nowo je zamknął. Podczas tego całego cyrku uczniowie siedzieli w grobowym milczeniu i zdezorientowaniu. Tavros chciał to przerwać, więc niepewnie podniósł rękę. Nauczyciel wskazał na niego, zezwalając mu zabrać głos. Drżący głos.
- P-przepraszam… A-ale jak będą… Uch… Przebiegać przesłuchania? - zapytał, tak jak zawsze, czyli nieśmiało, miętoląc ze zdenerwowania rękawy swojego białego sweterka z wzorkiem wróżki na klatce piersiowej. Naprawdę mu zależało na jakiejś roli, oj naprawdę.
- A właśnie… Przesłuchania, taak… - odparł pan H. podpierając się łokciami o swoje kolana, a na rękach układając swą głowę. Zaraz jednak na powrót wstał, jakby w ekspresowym tempie zrobiło mu się niewygodnie. Wyciągnął spod swojego płaszcza, jak prawdziwy czarodziej, teczkę, w której trzymał plik papierów. - Rolami zajmiemy się na końcu! Teraz tylko dekoracje i stroje i reszta! - powiedział wyrzucając kilka kartek za siebie, które najwidoczniej nie były mu w tej chwili potrzebne. - Kto jest chętny zająć się dekoracjami?
- Ja – odparła Aradia, podnosząc rękę do góry. - Razem z koleżanką możemy się tym zająć.
- A twoja koleżanka to gdzie jest? Smok ją pożarł?
- Jest jeszcze na wyjeździe rodzinnym, ale z nią rozmawiałam i jest chętna.
- Jak się nazywacie?
- Aradia Megido i Terezi Pyrope.
- Czy ja też mogę? - nagle odezwał się inny, kobiecy, bardziej pewny siebie głos. Wzrok wszystkich przeniósł się na jego właścicielkę.
- Co ona tu robi…?! - szepnęła lekko przerażona bordowowłosa do swojego chłopaka, który nadal nie zwracał na nikogo uwagi.
Dziewczyna miała długie, ciemne, puszyste włosy, które odznaczały się dodatkowo niebieskimi pasemkami. Jej uśmiech, przyozdobiony również niebieską szminką, dawał wrażenie, że ma na kogoś ochotę. A w jakim sensie, to już sami się domyślcie.
- A ty się nazywasz…?
- Vriska Serket – odrzekła, poprawiając okulary.
- Dekoracje zaliczone! - odparł Andrew, robiąc na swojej kartce wielkiego ptaszka. Machnął tą ręką, jakby miał w niej miecz, chociaż był to tylko długopis… - Stroje?
- Pssst… Karkat… - zagadnął Gamzee do swojego przyjaciela. - A może Kan zajęłaby się chętnie ubraniami, co?
- Przecież ona się tu nie uczy – odpowiedział czarnowłosy, ukrywając się aż po nos w swojej bluzie.
- Nikt? - nauczyciel dalej szukał ofiary, która byłaby godna przejąć odpowiedzialność za kostiumy.
- Ale możesz być jej… Doręczycielem? Przynosicielem? Dostawcą? - klaun zaczął zgadywać, bo sam nie był pewny jakiego słowa chciał użyć.
- Poręczycielem – Sollux chętnie uzupełnił jego wypowiedź.
- Właśnie! Dzięki bro!
Karkat westchnął. W sumie bycie poręczycielem nie wydawało mu się takie złe – musiałby przekazać Kanay’i co ma uszyć, a sam by to tylko przyniósł do szkoły. Dzięki temu uniknąłby wplątania się w jakąś idiotyczną rolę. Podniósł rękę.
- Ja mogę.
- Zajmiesz się nimi sam?
- Nie sam… To znaczy… - na moment się zaciął, bo nie wiedział jak ubrać w słowa, to co chciał powiedzieć. - Echem… Moja przyjaciółka szyje, może je przygotować, ja bym je tylko przyniósł.
- Chodzi do naszej szkoły?
- Nie… Uczy się w domu – nie wiedział po co uzupełnił tym swą wypowiedź. Miał idiotyczne poczucie, że musi to jakoś wyjaśnić.
- No w porządku… Nazwisko?
- Vantas. Karkat Vantas.
- I stroje również już mamy - ponownie machnął tą ręką, jakby był nad nim smok i chciał go dźgnąć swym niewidzialnym mieczem. - Sufler? Hmm… Może ty, co? - nauczyciel wskazał swym orędziem na wysokiego chłopaka o długich włosach spiętych w kucyk, który siedział akurat w pierwszym
rzędzie. - Jak ci…?
- Equius proszę pana…
- Będziesz siedział pod sceną i pomagał tym półgłówkom, którzy zapomną tekstu? - znów się zamachnął, jakby pasował owego nastolatka na rycerza, lub innego jegomościa. Ten w odpowiedzi tylko przytaknął. - Nazwisko?
- Zahhak.
- Rozumiem, że fan Kapitana Haka, co Zah-hak? - przezabawny żart prowadzącego, ach, boki
zrywać. - A kto zajmie się sprzętem?
Tutaj Aradia podniosła do góry rękę swojego chłopaka, który nawet nie uniósł wzroku znad telefonu.
- On się zajmie!
- A ten on, to?
- Sollux Captor – który nie ma chęci się odzywać, więc jego dziewczyna zrobi wszystko za niego.
- Ja mogę zabrać się za muzykę – wtem odezwał się, znany na całą szkołę Rap God i narrator nie ma tu namyśli Eminema, chociaż ten też jest niezły. - Dave Strider – dodał, widząc jak nauczyciel już się szykuje, do zapytania o jego imię i nazwisko.
- A więc mamy komplet… Teraz aktorzy - Hussie westchnął, wyrzucając kolejną kartkę ze swojej teczki. - Ci którzy są chętni na grę aktorską – zszedł ze sceny i podał Equiusowi plik papierów, każąc mu je tym samym rozdać – mają piętnaście minut na nauczenie się tekstu, który otrzymają. Pokażecie się na scenie, a ja przydzielę wam tym samym role. Jakieś pytania?
Nikt nie śmiał się odezwać.
- Świetnie! Wracam za piętnaście minut! - i tak jak się pojawił, tak i zniknął, pozostawiając po sobie latające kartki papieru.
Wszyscy chętni zaraz przystąpili do obsesyjnej wręcz nauki tekstu. Najbardziej starał się Tavros, to raczej było oczywiste. Razem z Aradią, która chętnie mu pomagała, wypowiadał tekst. W scenie którą otrzymali, Piotruś po raz pierwszy spotyka Wendy, było to jednak… Bardzo odmienne co do filmu, czy oryginalnej opowieści. W końcu ta interpretacja wyszła spod ręki Andrew Hussie’ego, czego innego oprócz kosmitów można było się po nim spodziewać?
Piętnaście minut. Piętnaście skromnych minut na nauczenie się tekstu, który będą musieli zgrabnie oraz przekonująco wypowiedzieć, by dostać jakąś ciekawą rolę. Czy ta misja się powiedzie? Czy Tavros dostanie rolę wróżki, czy może drzewa? Czy Karkat w końcu uśnie? Czy Sollux odłoży swój telefon? Czy Dave Strider przestanie być tak zajebisty? Tego dowiecie się już w następnym odcinku!
...joke.
Hussie wrócił tak jak zapowiadał – punktualnie po piętnastu minutach, ale już bez swojej teczki i czarnego płaszcza, z bardziej ogarniętymi włosami oraz w zielonej, lekko rażącej koszulce z wizerunkiem miecza. Zasiadł w pierwszym rzędzie, albo raczej wygodnie się ułożył na środkowych czterech krzesełkach, prawie kładąc swoje stopy na kolanach Equiusa, który po chwili dyskretnie się odsunął.
- Zapraszam pierwszą osobę! - zawołał, ułożony na tych krzesłach w stylu, jak to mówi dzisiejsza młodzież, Get de London luk.
Do pójścia na scenę, pierwsza odważyła się wesoła, dość wysoka dziewczyna, której twarz ozdobiona była uroczym, różowym makijażem oraz brokatem. Poprawiła ona szybko bujne, ciemne loki, które dodatkowo były podtrzymywane przez pływackie gogle, po czym stanęła na samym środku. Po chwili zorientowała się, że kogoś u jej boku brakuje. Cofnęła się, by po sekundzie wrócić ze swoim kolegą, którego musiała aż siłą tu zaciągnąć.
Jej kumpel był o wiele bardziej ponury i raczej WIELCE niezadowolony z zaistniałem sytuacji. Przejechał, ozdobionymi przez wiele pierścieni, palcami, po kolorowym pasemku, na środku swoich włosów, po czym ściągnął okulary, by przetrzeć ich szkła materiałem białej koszuli.
- Wasze nazwiska? - zapytał Andrew, ukrywając za ręką fakt swojego ziewania.
- Feferi Peixes i Eridan Ampora – odpowiedziało podekscytowane dziecko szczęścia.
- No więc… Grajcie.
Dziewczyna przytaknęła, odwracając się w stronę swego przyjaciela. Podczas przerwy ustalili role i to jak mieli grać, chociaż… Szanowny pan Ampora nie wyglądał na chętnego do współpracy – czytał tekst, dodatkowo obojętnym tonem i bez żadnej krzty wczucia. Feferi nadrabiała zaś za dwóch. Starała się ogromnie, a swoim entuzjazmem zaimponowała Tavrosowi, któremu na widok jej grania, aż w oczach zaświeciły się gwiazdki. Szkoda, że zafascynowania Nitrama nie podzielał nauczyciel. Po odegranej scenie musiał zastanawiać się kolejne dziesięć minut, by zdecydować co z nimi zrobić, aż zadzwonił dzwonek na przerwę. Nikt jednak z sali nie wyszedł. Mogli tu zostać. Byli i tak zwolnieni z większości zajęć, na rzecz tego ważnego oraz rekreacyjnego zajęcia.
- Ty – Hussie wskazał na dziewczynę, która już od dłuższego czasu nerwowo bawiła się różowymi końcówkami swoich włosów. - Będziesz Dzwoneczkiem, a ten drugi dołączy do dziecięcej świty Piotrusia.
- Juhu! - krzyknęła podekscytowana Peixes, podskakując przy tym jak atletka, zaś Eridan wydał z siebie tylko ciche westchnięcie zażenowania.
- Następni!
Para przyjaciół zeszła ze sceny, a na ich miejsce wszedł najlepszy przyjaciel Stridera – ciemnowłosy John Egbert z jakąś przypadkową koleżanką, która, jak i on, nie miała pary do zagrania tejże sceny.
Podczas występów, Tavrosa zżerała okropna trema, dodatkowo przybił go fakt, że po jąkającym się oraz niedokładnym występie Egberta dostał on I TAK rolę Piotrusia Pana, czyli najważniejszą! Teraz zostały do obsadzenia te mniej ważne! Ale w sumie… Podobno miał się cieszyć z każdej rólki! Nawet tej najmniejszej! Tak, tak będzie! Będzie się cieszył ze wszystkiego!
- Kolejni! - donośny krzyk nauczyciela, przyprawił go prawie o atak serca.
No nic. Musiał się w końcu przełamać i wjechać na scenę. Wziąć się w garść, a zarazem zaprezentować wszystko jak najlepiej potrafi! Tak też zamierzał zrobić.
Aradia pomogła mu z wjechaniem na scenę, po czym go tam pozostawiła samemu sobie.
- Kto ci towarzysz? - zapytał, JUŻ NAPRAWDĘ znudzony pan H.
- J-ja sam… - odparł Tavros.
- Głupio, że masz sam grać. Wolniej to też przebiegnie. A jakbym jeszcze każdego miał osobno przesłuchiwać… No nic, zacz--
- Ja mogę mu pomóc! - wtem zaoferowała się Vriska przerywając wypowiedź szefa wszystkich szefów. Po sekundzie, bez żadnych skrupułów weszła na scenę.
- W porządku, grajcie w takim razie!
Tavros był zszokowany, a zarazem przerażony nagłą chęcią pomocy panny Serket. W końcu oni się dogadywali jak… Szczeniaczek z wrednym kocurem? Postanowił to jednak puścić w niepamięć, by skupić się na dobrym zagraniu danej im sceny. Postarał się schłodzić swoje emocje i przyłożyć się do tego, jak do niczego innego! Jego koleżance nawet też dobrze szło… O dziwo bardzo miło mu się z nią grało! Lepiej nawet, niż kiedy z Aradią ćwiczył podczas przerwy! Postanowił jednak jej tego nie mówić. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że potrafi odegrać coś przed publicznością bez jąkania się…
- Hmm… - Hussie zamyślił się tak, jak przy pierwszej parze. Tavros przełknął ślinę. - Wózek dołączysz do świty Piotrusia, a ty… Widzę cię w roli pirata.
- Pani Kapitan Hak? - dopytała się dziewczyna, zaczesując pojedyncze kosmyki włosów, które opadły na jej twarz, za ucho.
- Idealnie! - odparł nauczyciel, klaskając w dłonie. - Następni!
Przeciwieństwa zeszły ze sceny. Po wózek Nitrama tym razem przyszedł Gamzee, który po odwiezieniu swojego przyjaciela, musiał wrócić z powrotem na scenę, jednak… Każdy może się domyślić jak wyglądało jego granie. Na końcu został przydzielony do tej samej świty, gdzie Tavros.
- Poszło ci świetnie! - skomentowała Ara, gdy tylko znaleźli się poza salką widowiskową. Przesłuchania trwały przeszło dwie godziny lekcyjne, stracili niedużo.
- Hehe, najlepiej bro – do tych gratulacji dołączył się również i klaun. - Honk!
- Heh, dzięki… - odparł zawstydzony chłopak, drapiąc się po karku.
- To jak? Wracamy na fizykę? - wiadomo kto chętnie popsuł wszystkim dobry humor, przypominając o tym, jakie jeszcze przedmioty do przetrwania im zostały.
Wieczorem Karkat leżał na łóżku z telefonem w ręku, przeglądając listę dostępnych osób na chatcie. Był sam, ponieważ Tavros zaciągnął Gamzee’ego do sklepu zoologicznego, by pooglądać urocze zwierzątka. Miało to być małą nagrodą za to, że tak dobrze poszło im przesłuchanie. Vantas nie był jednak chętny do przyglądania się pyszczkom małych chomiczków, czy świnek morskich.
TG: yo karkat
O nie. Tylko nie to. Tylko nie ten arogancki dupek, którego czarnowłosy najchętniej by utopił w szkolnym akwarium.
CG: CZEGO CHCESZ SZUJO.
Miał nadzieję, że takie sympatyczne przywitanie skutecznie go odstraszy, albo jeszcze lepiej – wywoła na nim chęć utopienia się w szkolnym akwarium.
TG: a nic
TG: może w sumie jednak coś
TG: albo nic
TG: wiesz
TG: to zależy
CG: PRZEJDŹ DO RZECZY.
CG: NIE CHCE MI SIĘ NA CIEBIE TRACIĆ CZASU.
TG: jakiej rzeczy
TG: czyjej rzeczy
TG: ja tylko chciałem zapytać
TG: czy wbijesz do mnie na imprezę
TG: w piątek wieczorem
TG: czyli jutro
CG: …
CG: WOLĘ NIE. PO OSTATNIEJ NIC NIE PAMIĘTAM.
CG: DODATKOWO MIAŁEM KUREWSKO MOCNEGO KACA.
Dłuższą chwilę Dave nie odpowiadał, więc Karkat miał nadzieję, że ten dał mu spokój. Szybko jak na niego, ale lepiej i tak. Odłożył telefon pod poduszkę, zaraz wyciągając jeszcze spod niej książkę. Romantyczną. Kto by się spodziewał…
Na pewno nie jego komórka, która zawibrowała, tuż po tym, jak Vantas zdążył przeczytać jedno zdanie. Mógł wyłączyć jednak powiadomienia… Wyciągnął ją z powrotem.
TG: co
TG: nic nie pamiętasz?
TG: kompletnie nic??
TG: ale że nic???
TG: zero????
TG: null?????
TG: ?????????
CG: JAK MÓWIĘ, KURWA, ŻE NIC TO NIC.
TG: wow
TG: czyli
TG: nie pamiętasz
TG: jak
TG: ???????????????????
CG: MÓWIĘ
CG: ŻE
CG: NIC.
TG: czekaj
TG: wyślę ci coś
Karkat westchnął. Co to też ten głupi blondasek miał mu do pokazania? Swoją nową kolekcję płyt? Lakieru do włosów? Okularów?
...jednak to co otrzymał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Przeszło, przyszło i wyszło zabierając ze sobą całe logiczne myślenie Vantasa. Upuścił telefon, pozostając w tak zwanym lagu. Glitch mózgu. Wirus, ale tym razem nie nadesłany przez Solluxa…
Udali się wspólnie do małej salki widowiskowej, w której znajdowała się średniej wielkości scena oraz trybuny z krzeseł. Usiedli wspólnie gdzieś tam z boku, stawiając wózek inwalidzki swojego kolegi, tak by nie tarasował przejścia.
- Ale atmosfera! - skomentowała Aradia, która najwidoczniej lubowała przebywać w grobowych ciemnościach, albo raczej wampirycznych, ponieważ w kątach sali stały lampki w kształcie świec, dające słabą poświatę. Najbardziej oświetlona była jednak scena, gdyż na suficie znajdował się reflektor ustawiony w jej kierunku.
- Co kto lubi – odparł Sollux, bardziej zaabsorbowany grą w Fallout Shelter na telefonie, niż pomieszczeniem, czy zachwytami swojej dziewczyny. Ara jednak zignorowała jego własną ignorancję, wplątując się w podekscytowaną rozmowę z Tavrosem.
Długo nie musieli czekać, gdy salka zaczęła zapełniać się innymi uczniami. Większość z nich przyszła pewnie ze względu na to, że dzięki temu nie mają lekcji, a jak zostaną przydzieleni do jakiegoś zadania, spłynie na nich odpowiedzialność za przedstawienie, przez co luźniej będą podchodzić do nich nauczyciele. Jedynie Karkat wolałby być bardziej teraz na lekcji, niż tu – w ciemnej jaskini, tego dziwnego pana o nazwisku Hussie.
Jak na ironię i wiele przywilejów, które mogła oferować praca nad spektaklem, dużo osób nie przyszło, z czego cicho cieszył się Nitram, mający nadzieję, że dzięki temu dostanie jakąś ważniejszą rolę niż tylko drzewa.
Kiedy zadzwonił dzwonek do pomieszczenia, jak torpeda – Luxtorpeda! - wpadł nie kto inny jak organizator oraz pomysłodawca całego przedstawienia. Miał na sobie czarny płaszcz, a włosy rozczochrane, jakby właśnie wpadł pod samochód. Przejechał tylko szybko wzrokiem po twarzach zebranych, po czym bez słowa zasiadł na scenie, by być dla wszystkich dobrze widocznym. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale po sekundzie jednak na nowo je zamknął. Podczas tego całego cyrku uczniowie siedzieli w grobowym milczeniu i zdezorientowaniu. Tavros chciał to przerwać, więc niepewnie podniósł rękę. Nauczyciel wskazał na niego, zezwalając mu zabrać głos. Drżący głos.
- P-przepraszam… A-ale jak będą… Uch… Przebiegać przesłuchania? - zapytał, tak jak zawsze, czyli nieśmiało, miętoląc ze zdenerwowania rękawy swojego białego sweterka z wzorkiem wróżki na klatce piersiowej. Naprawdę mu zależało na jakiejś roli, oj naprawdę.
- A właśnie… Przesłuchania, taak… - odparł pan H. podpierając się łokciami o swoje kolana, a na rękach układając swą głowę. Zaraz jednak na powrót wstał, jakby w ekspresowym tempie zrobiło mu się niewygodnie. Wyciągnął spod swojego płaszcza, jak prawdziwy czarodziej, teczkę, w której trzymał plik papierów. - Rolami zajmiemy się na końcu! Teraz tylko dekoracje i stroje i reszta! - powiedział wyrzucając kilka kartek za siebie, które najwidoczniej nie były mu w tej chwili potrzebne. - Kto jest chętny zająć się dekoracjami?
- Ja – odparła Aradia, podnosząc rękę do góry. - Razem z koleżanką możemy się tym zająć.
- A twoja koleżanka to gdzie jest? Smok ją pożarł?
- Jest jeszcze na wyjeździe rodzinnym, ale z nią rozmawiałam i jest chętna.
- Jak się nazywacie?
- Aradia Megido i Terezi Pyrope.
- Czy ja też mogę? - nagle odezwał się inny, kobiecy, bardziej pewny siebie głos. Wzrok wszystkich przeniósł się na jego właścicielkę.
- Co ona tu robi…?! - szepnęła lekko przerażona bordowowłosa do swojego chłopaka, który nadal nie zwracał na nikogo uwagi.
Dziewczyna miała długie, ciemne, puszyste włosy, które odznaczały się dodatkowo niebieskimi pasemkami. Jej uśmiech, przyozdobiony również niebieską szminką, dawał wrażenie, że ma na kogoś ochotę. A w jakim sensie, to już sami się domyślcie.
- A ty się nazywasz…?
- Vriska Serket – odrzekła, poprawiając okulary.
- Dekoracje zaliczone! - odparł Andrew, robiąc na swojej kartce wielkiego ptaszka. Machnął tą ręką, jakby miał w niej miecz, chociaż był to tylko długopis… - Stroje?
- Pssst… Karkat… - zagadnął Gamzee do swojego przyjaciela. - A może Kan zajęłaby się chętnie ubraniami, co?
- Przecież ona się tu nie uczy – odpowiedział czarnowłosy, ukrywając się aż po nos w swojej bluzie.
- Nikt? - nauczyciel dalej szukał ofiary, która byłaby godna przejąć odpowiedzialność za kostiumy.
- Ale możesz być jej… Doręczycielem? Przynosicielem? Dostawcą? - klaun zaczął zgadywać, bo sam nie był pewny jakiego słowa chciał użyć.
- Poręczycielem – Sollux chętnie uzupełnił jego wypowiedź.
- Właśnie! Dzięki bro!
Karkat westchnął. W sumie bycie poręczycielem nie wydawało mu się takie złe – musiałby przekazać Kanay’i co ma uszyć, a sam by to tylko przyniósł do szkoły. Dzięki temu uniknąłby wplątania się w jakąś idiotyczną rolę. Podniósł rękę.
- Ja mogę.
- Zajmiesz się nimi sam?
- Nie sam… To znaczy… - na moment się zaciął, bo nie wiedział jak ubrać w słowa, to co chciał powiedzieć. - Echem… Moja przyjaciółka szyje, może je przygotować, ja bym je tylko przyniósł.
- Chodzi do naszej szkoły?
- Nie… Uczy się w domu – nie wiedział po co uzupełnił tym swą wypowiedź. Miał idiotyczne poczucie, że musi to jakoś wyjaśnić.
- No w porządku… Nazwisko?
- Vantas. Karkat Vantas.
- I stroje również już mamy - ponownie machnął tą ręką, jakby był nad nim smok i chciał go dźgnąć swym niewidzialnym mieczem. - Sufler? Hmm… Może ty, co? - nauczyciel wskazał swym orędziem na wysokiego chłopaka o długich włosach spiętych w kucyk, który siedział akurat w pierwszym
rzędzie. - Jak ci…?
- Equius proszę pana…
- Będziesz siedział pod sceną i pomagał tym półgłówkom, którzy zapomną tekstu? - znów się zamachnął, jakby pasował owego nastolatka na rycerza, lub innego jegomościa. Ten w odpowiedzi tylko przytaknął. - Nazwisko?
- Zahhak.
- Rozumiem, że fan Kapitana Haka, co Zah-hak? - przezabawny żart prowadzącego, ach, boki
zrywać. - A kto zajmie się sprzętem?
Tutaj Aradia podniosła do góry rękę swojego chłopaka, który nawet nie uniósł wzroku znad telefonu.
- On się zajmie!
- A ten on, to?
- Sollux Captor – który nie ma chęci się odzywać, więc jego dziewczyna zrobi wszystko za niego.
- Ja mogę zabrać się za muzykę – wtem odezwał się, znany na całą szkołę Rap God i narrator nie ma tu namyśli Eminema, chociaż ten też jest niezły. - Dave Strider – dodał, widząc jak nauczyciel już się szykuje, do zapytania o jego imię i nazwisko.
- A więc mamy komplet… Teraz aktorzy - Hussie westchnął, wyrzucając kolejną kartkę ze swojej teczki. - Ci którzy są chętni na grę aktorską – zszedł ze sceny i podał Equiusowi plik papierów, każąc mu je tym samym rozdać – mają piętnaście minut na nauczenie się tekstu, który otrzymają. Pokażecie się na scenie, a ja przydzielę wam tym samym role. Jakieś pytania?
Nikt nie śmiał się odezwać.
- Świetnie! Wracam za piętnaście minut! - i tak jak się pojawił, tak i zniknął, pozostawiając po sobie latające kartki papieru.
Wszyscy chętni zaraz przystąpili do obsesyjnej wręcz nauki tekstu. Najbardziej starał się Tavros, to raczej było oczywiste. Razem z Aradią, która chętnie mu pomagała, wypowiadał tekst. W scenie którą otrzymali, Piotruś po raz pierwszy spotyka Wendy, było to jednak… Bardzo odmienne co do filmu, czy oryginalnej opowieści. W końcu ta interpretacja wyszła spod ręki Andrew Hussie’ego, czego innego oprócz kosmitów można było się po nim spodziewać?
Piętnaście minut. Piętnaście skromnych minut na nauczenie się tekstu, który będą musieli zgrabnie oraz przekonująco wypowiedzieć, by dostać jakąś ciekawą rolę. Czy ta misja się powiedzie? Czy Tavros dostanie rolę wróżki, czy może drzewa? Czy Karkat w końcu uśnie? Czy Sollux odłoży swój telefon? Czy Dave Strider przestanie być tak zajebisty? Tego dowiecie się już w następnym odcinku!
...joke.
Hussie wrócił tak jak zapowiadał – punktualnie po piętnastu minutach, ale już bez swojej teczki i czarnego płaszcza, z bardziej ogarniętymi włosami oraz w zielonej, lekko rażącej koszulce z wizerunkiem miecza. Zasiadł w pierwszym rzędzie, albo raczej wygodnie się ułożył na środkowych czterech krzesełkach, prawie kładąc swoje stopy na kolanach Equiusa, który po chwili dyskretnie się odsunął.
- Zapraszam pierwszą osobę! - zawołał, ułożony na tych krzesłach w stylu, jak to mówi dzisiejsza młodzież, Get de London luk.
Do pójścia na scenę, pierwsza odważyła się wesoła, dość wysoka dziewczyna, której twarz ozdobiona była uroczym, różowym makijażem oraz brokatem. Poprawiła ona szybko bujne, ciemne loki, które dodatkowo były podtrzymywane przez pływackie gogle, po czym stanęła na samym środku. Po chwili zorientowała się, że kogoś u jej boku brakuje. Cofnęła się, by po sekundzie wrócić ze swoim kolegą, którego musiała aż siłą tu zaciągnąć.
Jej kumpel był o wiele bardziej ponury i raczej WIELCE niezadowolony z zaistniałem sytuacji. Przejechał, ozdobionymi przez wiele pierścieni, palcami, po kolorowym pasemku, na środku swoich włosów, po czym ściągnął okulary, by przetrzeć ich szkła materiałem białej koszuli.
- Wasze nazwiska? - zapytał Andrew, ukrywając za ręką fakt swojego ziewania.
- Feferi Peixes i Eridan Ampora – odpowiedziało podekscytowane dziecko szczęścia.
- No więc… Grajcie.
Dziewczyna przytaknęła, odwracając się w stronę swego przyjaciela. Podczas przerwy ustalili role i to jak mieli grać, chociaż… Szanowny pan Ampora nie wyglądał na chętnego do współpracy – czytał tekst, dodatkowo obojętnym tonem i bez żadnej krzty wczucia. Feferi nadrabiała zaś za dwóch. Starała się ogromnie, a swoim entuzjazmem zaimponowała Tavrosowi, któremu na widok jej grania, aż w oczach zaświeciły się gwiazdki. Szkoda, że zafascynowania Nitrama nie podzielał nauczyciel. Po odegranej scenie musiał zastanawiać się kolejne dziesięć minut, by zdecydować co z nimi zrobić, aż zadzwonił dzwonek na przerwę. Nikt jednak z sali nie wyszedł. Mogli tu zostać. Byli i tak zwolnieni z większości zajęć, na rzecz tego ważnego oraz rekreacyjnego zajęcia.
- Ty – Hussie wskazał na dziewczynę, która już od dłuższego czasu nerwowo bawiła się różowymi końcówkami swoich włosów. - Będziesz Dzwoneczkiem, a ten drugi dołączy do dziecięcej świty Piotrusia.
- Juhu! - krzyknęła podekscytowana Peixes, podskakując przy tym jak atletka, zaś Eridan wydał z siebie tylko ciche westchnięcie zażenowania.
- Następni!
Para przyjaciół zeszła ze sceny, a na ich miejsce wszedł najlepszy przyjaciel Stridera – ciemnowłosy John Egbert z jakąś przypadkową koleżanką, która, jak i on, nie miała pary do zagrania tejże sceny.
Podczas występów, Tavrosa zżerała okropna trema, dodatkowo przybił go fakt, że po jąkającym się oraz niedokładnym występie Egberta dostał on I TAK rolę Piotrusia Pana, czyli najważniejszą! Teraz zostały do obsadzenia te mniej ważne! Ale w sumie… Podobno miał się cieszyć z każdej rólki! Nawet tej najmniejszej! Tak, tak będzie! Będzie się cieszył ze wszystkiego!
- Kolejni! - donośny krzyk nauczyciela, przyprawił go prawie o atak serca.
No nic. Musiał się w końcu przełamać i wjechać na scenę. Wziąć się w garść, a zarazem zaprezentować wszystko jak najlepiej potrafi! Tak też zamierzał zrobić.
Aradia pomogła mu z wjechaniem na scenę, po czym go tam pozostawiła samemu sobie.
- Kto ci towarzysz? - zapytał, JUŻ NAPRAWDĘ znudzony pan H.
- J-ja sam… - odparł Tavros.
- Głupio, że masz sam grać. Wolniej to też przebiegnie. A jakbym jeszcze każdego miał osobno przesłuchiwać… No nic, zacz--
- Ja mogę mu pomóc! - wtem zaoferowała się Vriska przerywając wypowiedź szefa wszystkich szefów. Po sekundzie, bez żadnych skrupułów weszła na scenę.
- W porządku, grajcie w takim razie!
Tavros był zszokowany, a zarazem przerażony nagłą chęcią pomocy panny Serket. W końcu oni się dogadywali jak… Szczeniaczek z wrednym kocurem? Postanowił to jednak puścić w niepamięć, by skupić się na dobrym zagraniu danej im sceny. Postarał się schłodzić swoje emocje i przyłożyć się do tego, jak do niczego innego! Jego koleżance nawet też dobrze szło… O dziwo bardzo miło mu się z nią grało! Lepiej nawet, niż kiedy z Aradią ćwiczył podczas przerwy! Postanowił jednak jej tego nie mówić. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że potrafi odegrać coś przed publicznością bez jąkania się…
- Hmm… - Hussie zamyślił się tak, jak przy pierwszej parze. Tavros przełknął ślinę. - Wózek dołączysz do świty Piotrusia, a ty… Widzę cię w roli pirata.
- Pani Kapitan Hak? - dopytała się dziewczyna, zaczesując pojedyncze kosmyki włosów, które opadły na jej twarz, za ucho.
- Idealnie! - odparł nauczyciel, klaskając w dłonie. - Następni!
Przeciwieństwa zeszły ze sceny. Po wózek Nitrama tym razem przyszedł Gamzee, który po odwiezieniu swojego przyjaciela, musiał wrócić z powrotem na scenę, jednak… Każdy może się domyślić jak wyglądało jego granie. Na końcu został przydzielony do tej samej świty, gdzie Tavros.
- Poszło ci świetnie! - skomentowała Ara, gdy tylko znaleźli się poza salką widowiskową. Przesłuchania trwały przeszło dwie godziny lekcyjne, stracili niedużo.
- Hehe, najlepiej bro – do tych gratulacji dołączył się również i klaun. - Honk!
- Heh, dzięki… - odparł zawstydzony chłopak, drapiąc się po karku.
- To jak? Wracamy na fizykę? - wiadomo kto chętnie popsuł wszystkim dobry humor, przypominając o tym, jakie jeszcze przedmioty do przetrwania im zostały.
~*~
Wieczorem Karkat leżał na łóżku z telefonem w ręku, przeglądając listę dostępnych osób na chatcie. Był sam, ponieważ Tavros zaciągnął Gamzee’ego do sklepu zoologicznego, by pooglądać urocze zwierzątka. Miało to być małą nagrodą za to, że tak dobrze poszło im przesłuchanie. Vantas nie był jednak chętny do przyglądania się pyszczkom małych chomiczków, czy świnek morskich.
TG: yo karkat
O nie. Tylko nie to. Tylko nie ten arogancki dupek, którego czarnowłosy najchętniej by utopił w szkolnym akwarium.
CG: CZEGO CHCESZ SZUJO.
Miał nadzieję, że takie sympatyczne przywitanie skutecznie go odstraszy, albo jeszcze lepiej – wywoła na nim chęć utopienia się w szkolnym akwarium.
TG: a nic
TG: może w sumie jednak coś
TG: albo nic
TG: wiesz
TG: to zależy
CG: PRZEJDŹ DO RZECZY.
CG: NIE CHCE MI SIĘ NA CIEBIE TRACIĆ CZASU.
TG: jakiej rzeczy
TG: czyjej rzeczy
TG: ja tylko chciałem zapytać
TG: czy wbijesz do mnie na imprezę
TG: w piątek wieczorem
TG: czyli jutro
CG: …
CG: WOLĘ NIE. PO OSTATNIEJ NIC NIE PAMIĘTAM.
CG: DODATKOWO MIAŁEM KUREWSKO MOCNEGO KACA.
Dłuższą chwilę Dave nie odpowiadał, więc Karkat miał nadzieję, że ten dał mu spokój. Szybko jak na niego, ale lepiej i tak. Odłożył telefon pod poduszkę, zaraz wyciągając jeszcze spod niej książkę. Romantyczną. Kto by się spodziewał…
Na pewno nie jego komórka, która zawibrowała, tuż po tym, jak Vantas zdążył przeczytać jedno zdanie. Mógł wyłączyć jednak powiadomienia… Wyciągnął ją z powrotem.
TG: co
TG: nic nie pamiętasz?
TG: kompletnie nic??
TG: ale że nic???
TG: zero????
TG: null?????
TG: ?????????
CG: JAK MÓWIĘ, KURWA, ŻE NIC TO NIC.
TG: wow
TG: czyli
TG: nie pamiętasz
TG: jak
TG: ???????????????????
CG: MÓWIĘ
CG: ŻE
CG: NIC.
TG: czekaj
TG: wyślę ci coś
Karkat westchnął. Co to też ten głupi blondasek miał mu do pokazania? Swoją nową kolekcję płyt? Lakieru do włosów? Okularów?
...jednak to co otrzymał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Przeszło, przyszło i wyszło zabierając ze sobą całe logiczne myślenie Vantasa. Upuścił telefon, pozostając w tak zwanym lagu. Glitch mózgu. Wirus, ale tym razem nie nadesłany przez Solluxa…

AAA, wreszcie sie doczekałam na kolejny rozdział! Był cudowny, cały przebieg przesłuchań czytałam z bananem na twarzy i nie mogę się doczekać jak będą przebiegać dalsze próby. Wszystkie role idealnie pasują do postaci i ofkors, cieszę się, że poznajemy całą ekipe! I W OGÓLE TO CO DAVE WYSŁAŁ KARKATOWI, teraz będę się nad tym non stop zastanawiać AA Rozdział po prostu perfecto i CZEKAM NA NASTĘPNE!!
OdpowiedzUsuń