TG: czekaj
TG: wyślę ci coś
TG: https://snapchat.films//1200862937
To – jak link podpowiada – był filmik nagrany Snapchatem. Karkat go nie widział, ale prawdopodobnie inni widzieli. Aktualnie on, oglądał go teraz.
Był to materiał z ostatniej imprezy u Stridera, gdzie tematem przewodni było Halloween. Słysząc śmiech zza kamery, Vantas domyślił się, że nagrywał to Egbert.
Jednorożce nie zmieniają jednak faktu jak lagująco zareagował Karkat.
Włączył to wideo jeszcze raz. Nie wiedział po co. Po prostu może chciał znaleźć jakąś lukę, która pokaże, że GO do tego ZMUSZONO? I tak, ten capslock był tutaj potrzebny.
Na nagraniu jednak nic nie znalazł. Zaczynało się od chichotów Egberta pod nosem i kamery w podłodze, a potem przesunięcie na łóżko, aż w końcu na ich twarze. Trwało to krótko, ale wynikało z tego, że to właśnie Vantas domagał się całej tej sytuacji. Nie wyglądał on normalnie. Widział siebie, ale to jakby nie był on. Ręce zaczęły mu drżeć.
TG: mam jeszcze jakieś zdjęcia
TG: http://snapchat/25pkc95.jpg
Nie był pewny czy chce otworzyć ten link, szczególnie, że z przerażenia pobladł. Mógł się teraz bez problemu zmieszać z bielą kafelek w łazience.
Kliknął jednak i poczekał, aż się załaduje.
Rogi… No tak, przebrał się wtedy za jakiegoś niedorobionego diabełka, bo Gamzee i Tavros go namówili. Uważali, że to do niego „pasuje”. Miał teraz tylko nadzieję, że po prostu spał na jego kolanach. Mniejsze zło już było lepszym wyjściem, nie…?
CG: Ile osób już to widziało?
...i nagle Karkat przypomniał sobie co mówiła Aradia kilka dni wcześniej: „Wydaje mi się, że od niedawna jest jakoś dziwnie miły…”
TG: cała szkoła bro
TG: snapchat to magiczne miejsce
TG: wszyscy mnie obserwują
TG: i jeszcze więcej
TG: taki skutek bycia znanym
CG: ...usuń ten film i te zdjęcia.
CG: Mają zniknąć.
CG: Nikt więcej ma ich nie widzieć.
CG: JASNE?
TG: to już się nie uda Vantas
TG: kilka yaoistek z pierwszych klas ma ten filmik na swoich telefonach
TG: nie wiem jakim cudem
TG: a najwięcej screenów miałem przy zdjęciach
TG: z tobą
TG: nabijasz mi fejm bro
CG: wiesz, że cIE KURWA NIENAWIDZĘ
CG: ŻYCZĘ CI RAKA
CG: I PIERDOLI MNIE TO, ŻE TAK NIE POWINNO SIĘ MÓWIĆ
CG: SZCZERZE
CG: CIĘ
CG: NIENAWIDZĘ.
TG: ja się dziwię, że sam tego nie widziałeś
TG: skoro na snapie wszystko było
TG: a 24h to dużo czasu
CG: NA DRUGI DZIEŃ ZDYCHAŁEM
CG: NIE RUSZYŁEM TELEFONU
CG: NIE WIERZĘ W PRAWDZIWOŚĆ TEGO FILMU.
TG: sorry Vantas
TG: on jest prawdziwy
CG: UGHHHHH
CG: PIERDOL SIĘ
TG: może ktoś ci czegoś dosypał
TG: do napoju
TG: nie wiem
TG: nie wiem
TG: ale byłeś tak zachłanny
TG: wohoo
CG: …
TG: aż sam byłem zdziwiony
CG: WIDZIAŁEŚ, ŻE ZACHOWUJĘ SIĘ JAK NIE JA I MIMO TO NIC, KURWA, NIE ZROBIŁEŚ?
TG: a co miałem zrobić
TG: ?
CG: ZOSTAWIENIE MNIE NA ŚRODKU ULICY, ALBO W CIEMNEJ ULICZCE Z WYGŁODNIAŁYMI KOTAMI JUŻ BY BYŁO LEPSZE.
TG: jeszcze czego
Karkat potrafił sobie dosłownie i dobitnie wyobrazić jak ta rozmowa bawi tą blond księżniczkę.
TG: dobrze całujesz
A teraz chciał znaleźć młotek, którym mógłby tą blond główkę rozjebać.
TG: szkoda że to nie poszło dalej
TG: zasnąłeś
TG: albo raczej
TG: straciłeś przytomność
…Vantasowi nagle ulżyło. Mniejsze zło, pamiętajmy. Jednak to nie zmieniło faktu, że inne zło zostało popełnione.
Uznał, że ma dość.
Skoro wszyscy widzieli ten film i zdjęcia, czemu nikt mu o tym nie powiedział?
Czemu Sollux nie szydził z niego przez następny tydzień?
Czemu Aradia ani słowem o tym nie wspomniała, udając, że „tylko wydaje jej się”?
Czemu Gamzee…?
Terezi! Ona też na pewno to widziała!
- Nienawidzę cię Strider… - mruknął przez zaciśnięte zęby. Chciał w tej chwili jakby za pomocą własnych rąk zgnieść telefon, by stał się tylko pyłem, albo częściami z których nic nie da się złożyć. Niestety nie miał takiej siły.
Nie wiedzieć czemu… Łzy napłynęły do jego oczu. Od tak. Był wściekły, tak wściekły, że aż żałośnie smutny, a dodatkowo znienawidził samego siebie jeszcze bardziej. Po co się spił? Po co w ogóle ruszał cokolwiek w domu tej „gwiazdki”? Miał ochotę uderzyć z całej siły swoją głową o ścianę. Najlepiej dla niego – i według niego – jakby dzięki temu się rozbiła.
Po raz kolejny miał dość.
Z tego co narrator pytał niektórych, to nikt.
Tak samo tu.
Nikt nigdy nie przejął się jego stanem
...więc po raz kolejny miał dość.
W tej chwili wściekłość, która wpierw była spowodowana samą rozmową z blond księżniczką, przeszła na nienawiść do samego siebie. Nienawidził się. Tak bardzo, że nie potrafił znieść myśli, że tak żałosna osoba ma tyle osób dookoła siebie. W jego mniemaniu powinien być sam. Uważał, że nie nadaje się na bycie drugą połówką swojej miłości, że nigdy nie będzie spełniał priorytetów brata, czy ojca, że Sollux i Aradia i tak by o nim zapomnieli, że jest najgorszym przyjacielem dla Gamzee’ego, jaki kiedykolwiek mógł się pojawić w życiu tego chorego klauna.
To ostatnie prawdopodobnie najbardziej go dobiło. Fakt, że nie potrafi mu pomóc, ani odpowiednio dostosować do życia, by działał samodzielnie… Że trzyma go przy sobie specjalnie, mając tą złudną nadzieję, że chociaż on przy nim zostanie, kiedy innych nie będzie, ale…
- P-przestań się oszukiwać… - znów powiedział do ciszy, wycierając załzawione oczy rękawem
bluzy. - N-nikt nigdy z t-tobą nie zostanie… W-w końcu wszyscy będą mieć cię dość…
TG: wyślę ci coś
TG: https://snapchat.films//1200862937
To – jak link podpowiada – był filmik nagrany Snapchatem. Karkat go nie widział, ale prawdopodobnie inni widzieli. Aktualnie on, oglądał go teraz.
Był to materiał z ostatniej imprezy u Stridera, gdzie tematem przewodni było Halloween. Słysząc śmiech zza kamery, Vantas domyślił się, że nagrywał to Egbert.
Na ekranie widział siebie. I Dave’a. Całujących się.
Wo wo wo, emocje, wybuchy, krew i wino, Wiedźmin, jednorożce.Jednorożce nie zmieniają jednak faktu jak lagująco zareagował Karkat.
Włączył to wideo jeszcze raz. Nie wiedział po co. Po prostu może chciał znaleźć jakąś lukę, która pokaże, że GO do tego ZMUSZONO? I tak, ten capslock był tutaj potrzebny.
Na nagraniu jednak nic nie znalazł. Zaczynało się od chichotów Egberta pod nosem i kamery w podłodze, a potem przesunięcie na łóżko, aż w końcu na ich twarze. Trwało to krótko, ale wynikało z tego, że to właśnie Vantas domagał się całej tej sytuacji. Nie wyglądał on normalnie. Widział siebie, ale to jakby nie był on. Ręce zaczęły mu drżeć.
TG: mam jeszcze jakieś zdjęcia
TG: http://snapchat/25pkc95.jpg
Nie był pewny czy chce otworzyć ten link, szczególnie, że z przerażenia pobladł. Mógł się teraz bez problemu zmieszać z bielą kafelek w łazience.
Kliknął jednak i poczekał, aż się załaduje.
Rogi… No tak, przebrał się wtedy za jakiegoś niedorobionego diabełka, bo Gamzee i Tavros go namówili. Uważali, że to do niego „pasuje”. Miał teraz tylko nadzieję, że po prostu spał na jego kolanach. Mniejsze zło już było lepszym wyjściem, nie…?
CG: Ile osób już to widziało?
...i nagle Karkat przypomniał sobie co mówiła Aradia kilka dni wcześniej: „Wydaje mi się, że od niedawna jest jakoś dziwnie miły…”
TG: cała szkoła bro
TG: snapchat to magiczne miejsce
TG: wszyscy mnie obserwują
TG: i jeszcze więcej
TG: taki skutek bycia znanym
CG: ...usuń ten film i te zdjęcia.
CG: Mają zniknąć.
CG: Nikt więcej ma ich nie widzieć.
CG: JASNE?
TG: to już się nie uda Vantas
TG: kilka yaoistek z pierwszych klas ma ten filmik na swoich telefonach
TG: nie wiem jakim cudem
TG: a najwięcej screenów miałem przy zdjęciach
TG: z tobą
TG: nabijasz mi fejm bro
CG: wiesz, że cIE KURWA NIENAWIDZĘ
CG: ŻYCZĘ CI RAKA
CG: I PIERDOLI MNIE TO, ŻE TAK NIE POWINNO SIĘ MÓWIĆ
CG: SZCZERZE
CG: CIĘ
CG: NIENAWIDZĘ.
TG: ja się dziwię, że sam tego nie widziałeś
TG: skoro na snapie wszystko było
TG: a 24h to dużo czasu
CG: NA DRUGI DZIEŃ ZDYCHAŁEM
CG: NIE RUSZYŁEM TELEFONU
CG: NIE WIERZĘ W PRAWDZIWOŚĆ TEGO FILMU.
TG: sorry Vantas
TG: on jest prawdziwy
CG: UGHHHHH
CG: PIERDOL SIĘ
TG: może ktoś ci czegoś dosypał
TG: do napoju
TG: nie wiem
TG: nie wiem
TG: ale byłeś tak zachłanny
TG: wohoo
CG: …
TG: aż sam byłem zdziwiony
CG: WIDZIAŁEŚ, ŻE ZACHOWUJĘ SIĘ JAK NIE JA I MIMO TO NIC, KURWA, NIE ZROBIŁEŚ?
TG: a co miałem zrobić
TG: ?
CG: ZOSTAWIENIE MNIE NA ŚRODKU ULICY, ALBO W CIEMNEJ ULICZCE Z WYGŁODNIAŁYMI KOTAMI JUŻ BY BYŁO LEPSZE.
TG: jeszcze czego
Karkat potrafił sobie dosłownie i dobitnie wyobrazić jak ta rozmowa bawi tą blond księżniczkę.
TG: dobrze całujesz
A teraz chciał znaleźć młotek, którym mógłby tą blond główkę rozjebać.
TG: szkoda że to nie poszło dalej
TG: zasnąłeś
TG: albo raczej
TG: straciłeś przytomność
…Vantasowi nagle ulżyło. Mniejsze zło, pamiętajmy. Jednak to nie zmieniło faktu, że inne zło zostało popełnione.
Uznał, że ma dość.
Skoro wszyscy widzieli ten film i zdjęcia, czemu nikt mu o tym nie powiedział?
Czemu Sollux nie szydził z niego przez następny tydzień?
Czemu Aradia ani słowem o tym nie wspomniała, udając, że „tylko wydaje jej się”?
Czemu Gamzee…?
Terezi! Ona też na pewno to widziała!
- Nienawidzę cię Strider… - mruknął przez zaciśnięte zęby. Chciał w tej chwili jakby za pomocą własnych rąk zgnieść telefon, by stał się tylko pyłem, albo częściami z których nic nie da się złożyć. Niestety nie miał takiej siły.
Nie wiedzieć czemu… Łzy napłynęły do jego oczu. Od tak. Był wściekły, tak wściekły, że aż żałośnie smutny, a dodatkowo znienawidził samego siebie jeszcze bardziej. Po co się spił? Po co w ogóle ruszał cokolwiek w domu tej „gwiazdki”? Miał ochotę uderzyć z całej siły swoją głową o ścianę. Najlepiej dla niego – i według niego – jakby dzięki temu się rozbiła.
Po raz kolejny miał dość.
Czy ktoś przypomina sobie, jak w pierwszej części całej opowieści wspomniane było o tym, że Karkat nosi ciągle koszule na długi rękaw, by ukryć „stan” swoich rąk?
Czy ktoś wtedy zwrócił na to uwagę?
Czy ktoś wtedy zwrócił na to uwagę?
Z tego co narrator pytał niektórych, to nikt.
Tak samo tu.
Nikt nigdy nie przejął się jego stanem
...więc po raz kolejny miał dość.
W tej chwili wściekłość, która wpierw była spowodowana samą rozmową z blond księżniczką, przeszła na nienawiść do samego siebie. Nienawidził się. Tak bardzo, że nie potrafił znieść myśli, że tak żałosna osoba ma tyle osób dookoła siebie. W jego mniemaniu powinien być sam. Uważał, że nie nadaje się na bycie drugą połówką swojej miłości, że nigdy nie będzie spełniał priorytetów brata, czy ojca, że Sollux i Aradia i tak by o nim zapomnieli, że jest najgorszym przyjacielem dla Gamzee’ego, jaki kiedykolwiek mógł się pojawić w życiu tego chorego klauna.
To ostatnie prawdopodobnie najbardziej go dobiło. Fakt, że nie potrafi mu pomóc, ani odpowiednio dostosować do życia, by działał samodzielnie… Że trzyma go przy sobie specjalnie, mając tą złudną nadzieję, że chociaż on przy nim zostanie, kiedy innych nie będzie, ale…
- P-przestań się oszukiwać… - znów powiedział do ciszy, wycierając załzawione oczy rękawem
bluzy. - N-nikt nigdy z t-tobą nie zostanie… W-w końcu wszyscy będą mieć cię dość…
Nienawiść do samego siebie jest często zgubna.
~*~
~*~
EB: i jak?
EB: wyjaśniłeś wszystko z Karkatem?
TG: przestał mi odpisywać
TG: ale pewnie zrozumiał
TG: i właśnie zamierza do mnie przyjść
TG: paść na kolana
TG: i prosić mnie o rękę
EB: …:B
TG: a ty co
TG: nadal w toalecie siedzisz
TG: ?
EB: zaraz wychodzę.
EB: już.
Po korytarzu, aż do pokoju Stridera, echem przebiegł trzask drzwi. Po chwili w owym pomieszczeniu pojawiła się znajoma główka z prostokątnymi okularami na nosie.
- Dzięki jeszcze raz za pożyczenie bluzy – odezwał się Egbert, poprawiając swoją czerwoną „sukienkę”, która wisiała na nim jak na wieszaku. Miał na sobie tylko nią, bokserki w chmurki oraz skarpetki przyozdobione twarzą Nicolasa Cage’a.
- Nie ma problemu stary – odparł Dave, leżący brzuchem na swoim łóżku i z telefonem w dłoniach, a co najważniejsze… Bez okularów! - Kto by pomyślał, że dasz radę oblać się cały jedną szklanką soku.
- To ty mnie nią oblałeś – John zrobił w tej chwili taką minę, jaką najczęściej używa podczas pisania z innymi. Po prostu czysta emotikona na twarzy.
- Dzięki temu ocaliłem ci życie – odparł Strider, przeczesując palcami swoją blond grzywę.
- Niby jak?!
- Mucha po tobie chodziła. Ocaliłem cię przed muchą. Dziękuj mi Egbert.
Niebieskooki otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili zrezygnował i machnął ręką. Zamiast tego jednak, położył się obok swojego przyjaciela.
- Twój bro nie ma nic przeciwko, że tu dziś nocuję, albo, że urządzasz jutro kolejną imprezę? - zapytał, wyciągając z kieszeni tej czerwonej, olbrzymiej bluzy, swój telefon.
- Mój bro jest najlepszym bro na tym świecie, więc jasne, że nie ma nic przeciwko – jedno spojrzenie tych czerwonych tęczówek, przyozdobionych długimi rzęsami, potrafiło powalić stado zakochanych fanek. Dlatego John tak uważnie go unikał. To znaczy… Nie dlatego. Po prostu go to peszyło. Nie był przyzwyczajony do widzenia oczu swojego best kumpla.
- A to nie wina tego, że znalazł sobie chłopaka?
- Nie mieszajmy spraw prywatnych mojego bro, ze sprawami prywatnymi mojego bro, jasne?
- Emm… - dajmy Egberckiemu móżdżkowi chwilę na zanalizowanie wypowiedzi Stridera. - Jasne.
- Ja się bardziej zdziwiłem, że tobie ojciec pozwolił dziś zostać – blondyn ziewnął przeciągle, przekręcając się na plecy.
- Umyłem mu auto i obiecałem nie ruszać kapeluszy przez następny tydzień – westchnął John, chowając twarz w poduszce… która, według niego, miło pachniała. Czystą esencją zajebistości Stridera oczywiście.
I tym miłym akcentem zakończył się męczący – dla niektórych – dzień.
EB: wyjaśniłeś wszystko z Karkatem?
TG: przestał mi odpisywać
TG: ale pewnie zrozumiał
TG: i właśnie zamierza do mnie przyjść
TG: paść na kolana
TG: i prosić mnie o rękę
EB: …:B
TG: a ty co
TG: nadal w toalecie siedzisz
TG: ?
EB: zaraz wychodzę.
EB: już.
Po korytarzu, aż do pokoju Stridera, echem przebiegł trzask drzwi. Po chwili w owym pomieszczeniu pojawiła się znajoma główka z prostokątnymi okularami na nosie.
- Dzięki jeszcze raz za pożyczenie bluzy – odezwał się Egbert, poprawiając swoją czerwoną „sukienkę”, która wisiała na nim jak na wieszaku. Miał na sobie tylko nią, bokserki w chmurki oraz skarpetki przyozdobione twarzą Nicolasa Cage’a.
- Nie ma problemu stary – odparł Dave, leżący brzuchem na swoim łóżku i z telefonem w dłoniach, a co najważniejsze… Bez okularów! - Kto by pomyślał, że dasz radę oblać się cały jedną szklanką soku.
- To ty mnie nią oblałeś – John zrobił w tej chwili taką minę, jaką najczęściej używa podczas pisania z innymi. Po prostu czysta emotikona na twarzy.
- Dzięki temu ocaliłem ci życie – odparł Strider, przeczesując palcami swoją blond grzywę.
- Niby jak?!
- Mucha po tobie chodziła. Ocaliłem cię przed muchą. Dziękuj mi Egbert.
Niebieskooki otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili zrezygnował i machnął ręką. Zamiast tego jednak, położył się obok swojego przyjaciela.
- Twój bro nie ma nic przeciwko, że tu dziś nocuję, albo, że urządzasz jutro kolejną imprezę? - zapytał, wyciągając z kieszeni tej czerwonej, olbrzymiej bluzy, swój telefon.
- Mój bro jest najlepszym bro na tym świecie, więc jasne, że nie ma nic przeciwko – jedno spojrzenie tych czerwonych tęczówek, przyozdobionych długimi rzęsami, potrafiło powalić stado zakochanych fanek. Dlatego John tak uważnie go unikał. To znaczy… Nie dlatego. Po prostu go to peszyło. Nie był przyzwyczajony do widzenia oczu swojego best kumpla.
- A to nie wina tego, że znalazł sobie chłopaka?
- Nie mieszajmy spraw prywatnych mojego bro, ze sprawami prywatnymi mojego bro, jasne?
- Emm… - dajmy Egberckiemu móżdżkowi chwilę na zanalizowanie wypowiedzi Stridera. - Jasne.
- Ja się bardziej zdziwiłem, że tobie ojciec pozwolił dziś zostać – blondyn ziewnął przeciągle, przekręcając się na plecy.
- Umyłem mu auto i obiecałem nie ruszać kapeluszy przez następny tydzień – westchnął John, chowając twarz w poduszce… która, według niego, miło pachniała. Czystą esencją zajebistości Stridera oczywiście.
I tym miłym akcentem zakończył się męczący – dla niektórych – dzień.

Kto by sie spodziewał rozdziału tak szybko!? Na pewno nie ja, ale to była cudowna niespodzianka! Tyle akcji i tyle shipów się dzieje, a radzisz sobie ze wszystkim fantastycznie! KAŻDA SCENA BYŁA MOJĄ ULUBIONĄ i ciesze sie, że rozwijasz wątki postaci! jak zwykle nie mogę sie doczekać co dalej, niech Ci wena dopisuje!!
OdpowiedzUsuń