- autor uważa, iż ta piosenka idealnie oddaje owe stosunki niżej występujących postaci. Hope you like it -
Gamzee wrócił dłuższy czas po Karkacie, który miał dość czasu by się uspokoić. Patrzył teraz tępo w przeciwległą ścianę, nie mając siły ani chęci się podnosić. Mimo braku większego roztargnienia, jego policzki nadal były mokre, a czasami nawet zdarzyło się spłynąć pojedynczej łzie. Klaun w pierwszej sekundzie nie pojął sytuacji, ale na szczęście to była tylko sekunda. Zaraz znalazł się naprzeciwko swojego przyjaciela.
- Karkuś…? Co się stało? - Makara chciał się przysunąć i go przytulić, najlepiej jak najszybciej, po co w ogóle coś mówił, mógł to od razu zrobić, ale… Czarnowłosy nie miał nawet najmniejszego zamiaru się na to zgodzić, od razu się odsunął.
- Nie dotykaj mnie! - warknął, nadal jeszcze płaczliwym głosem. Chłopak posłusznie zabrał od niego ręce. Vantas przygryzł dolną wargę i zamknął oczy, by się na nowo nie rozpłakać.
- Powiesz… Co się stało? - zagadnął spokojnie na nowo jego przyjaciel.
- A może ty, kurwa, powiesz co tak przede mną ukrywałeś?! Najlepszy przyjaciel do siedmiu boleści!
Klaun nie miał w ogóle pojęcia o co może mu chodzić. Przekręcił głowę na jedną stronę, wpatrując się pytająco w Karkata.
- Karkuś, ja przed tobą niczego nie ukrywam – odpowiedział, dopiero po dłuższej chwili.
- TA, JASNE! POWIEDZ TO WRESZCIE! CHCE TO USŁYSZEĆ OD CIEBIE!
- Emm…
- Kurwa… Nienawidzę cię, słyszysz?! NIENAWIDZĘ CIĘ! – chłopak nie wytrzymał i z jego czerwonych oczek na nowo zaczęły spływać łzy. - Tak bardzo cię nienawidzę! Nikt nienawidzi cię bardziej ode mnie! - tak go poniosło, że pięściami zaczął nawet okładać zdezorientowanego Makarę. Były to jednak bardzo słabe ciosy, godne jedynie wkurzonego pięciolatka. - Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę!!!
Gamzee nie wiedząc co więcej zrobić, ujął go w ramiona, przysunął do siebie i mocno przytulił, nie zważając na protesty oraz okładanie po głowie.
- Już… Już spokojnie Karkuś…
- Zostaw mnie! Nie słyszałeś?! Nienawidzę cię!
- Słyszałem… - można powiedzieć, że kochane klaunie serduszko trochę popękało. - Jak tylko się uspokoisz, to stąd idę. Nie zobaczysz mnie już więcej i nie będziesz musiał nikogo nienawidzić.
Ostatnie zdanie, a w szczególności pierwsze stwierdzenie przed „i” poruszyło Vantasem na tyle, że nagle wtulił się najmocniej jak potrafi w klauna oraz zacisnął dłonie na jego koszulce.
- N-nie idź… - wyłkał po chwili. - Nigdzie masz nie iść idioto…
- Ale mnie nienawidzisz…
- Nieprawda! Czemu kurwa słuchasz tego co mówię?! Masz zostać! - to się nazywa hipokryzja, rodem kobiety z okresem.
- Honk… - Makara posłusznie przytaknął.
Karkat pociągnął jeszcze nosem, opatulił mocniej chłopaka rękami i już nie zamierzał puścić dopóki nie uśnie. Albo nie umrze. Po prostu nie chciał, żeby nagle gdzieś poszedł. Nawet do łazienki. Teraz to jest jego przytulanka, której nigdy w swoim nędznym życiu nie puści.
- Tak?
- Dlaczego… - zaczął Vantas, odsuwając się, ale tylko na kilka centymetrów, od swojego przyjaciela. - Nie powiedziałeś… M-mi nigdy, że mnie lubisz?
- Mówiłem ci to setki razy Karkuś.
- Ale nie w takim znaczeniu!
- To w jakim? - Makara, taki trochę internet explorer, ledwo łączył wątki. Kulka nienawiści wyklinała go za to w myślach.
- Co jest dalej po przyjaźni?
- Super przyjaźń?
- A dalej?
- Miłość jak do rodzeństwa?
- Daaalej.
- Nie wiem co jest dalej.
- Gamzee kretynie! Dlaczego mi nigdy nie powiedziałeś, że się we mnie zakochałeś?! - wykrzyknął zirytowany, po czym dłońmi zaraz zakrył swoje usta. Nie chciał pytać o to tak w prost, bo to był w tej sytuacji mocno niezręczny temat, przynajmniej w jego mniemaniu, ale co się powiedziało, się nie odpowie.
- Karkuś… - akurat to pan explorer pojął od razu. Jak dobrze, że miał ten swój makijaż, który mógł ukryć jego rumieńce. - Ja… Ja po prostu… - jak tu się wysłowić, co Makara? - Po prostu!
- „Po prostu”? - Vantas skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a klaun tylko przytaknął. - Nie wiem, naprawdę nie wiem-
I jak to się stało, że wypowiedź Karkata została przerwana?
To już w następnym odcinku!
…dobra, wiem, że nie wytrzymacie.
Gamzee ujął ostrożnie twarz czarnowłosego. Ten się lekko zdezorientował, dlatego przerwał to co już zaczął mówić.
- Mogę…? - dopytał klaun, nawet sam nie będąc pewnym co chce zrobić.
Vantas w delikatnej panice przytaknął. Chłopak, nie zastanawiając się dłużej, przysunął się do niego i go pocałował. Ostrożnie, by zbytnio nie spłoszyć małej kulki nienawiści. Sam Karkat ledwo ogarnął co się dzieje, a na jego policzki wpłynął iście truskawkowy rumieniec. Aż by się go zjeść chciało. Aktualnie ten mniejszy nie wiedział co robić, w życiu się na poważniej nie całował i ledwo co był wstanie odwzajemnić, ale… Jako tako, to zrobił. Jego wargi drżały ze zdenerwowania, jak i język.
A Gamzee? Jeśli go pamięć nie myli, raz się całował, a teraz starał się by było Karkusiowi jak najmilej. Nawet trochę dziwnie to całowanie się przedłużało… Ale cóż zrobić, jeśli było to dla nich obojgu takie fajne? Przyjemne?
Jednak w końcu któryś musiał się odsunąć. Można się nawet domyśleć który. Kejkej z okresem, niby jest dobrze, ale mówi nie. Czy któraś z kobiet wyjaśni narratorowi jak można być tak niezdecydowanym?
- Przepraszam… - wydukał szeptem Makara.
- Nie masz za co przepraszać… - odparł Vantas, wycierając mokre policzki własnymi bandażami.
- Chodź, zmienimy je – dodał wyższy, wstając i łapiąc zapłakanego, umęczonego chłopca, delikatnie za rączkę.
Karkat nawet nie protestował. Pociągnął jeszcze noskiem, po czym wstał, udając się tam, gdzie kochany klaun go ciągnie, czyli do łazienki. Po chwilce usiadł na toalecie. Gamzee ostrożnie ujął jego ręce, po czym zaczął odwijać bandaże. Kilka świeżych ran trochę przeciekło, Vantas nie miał akurat ochoty wyjaśnić skąd też pojawiły się nowe siniaki. Mogło się zdarzyć, że kilka razy przywalił tymi rękami o szafkę, kiedy tego drugiego jeszcze nie było. Makara nic na ten temat również nie powiedział. Wiedział doskonale z jakimi emocjami jego przyjaciel podchodzi do niektórych spraw, a aktualna sytuacja była aż zbyt wyniszczająca dla czerwoniutkiego jak cukierek serduszka, które woła o trochę więcej czułości, z powodu ich niedoboru.
Vantas, patrząc jak klaun o niego dba, zaczął myślami wracać do przeszłości. Do tych miłych wspomnień, wspólnie zrobionych wraz z tym jedynym przyjacielem. Spędzili razem połowę swojego dotychczasowego życia, nie rozstawali się i jakoś nigdy nie mieli dość. To nie była obsesja, tylko najzwyklejsza chęć spędzania wspólnie czasu. Najczystsza, wspierająca i platoniczna miłość przyjacielska, którą pragnąłby każdy. „Dlaczego tego nigdy nie zauważyłem?” - zapytał samego siebie w myślach Karkat, czując ukłucie w środku klatki piersiowej. - „Dlaczego nigdy nie zauważyłem jak blisko jesteśmy…?”
- Gotowe – odparł Gamzee, gdy tylko skończył zawijać dłonie Vantasa w nowe bandaże.
Czarnowłosy, dając się ponieść nowym, w końcu zrozumiałym emocjom, ale jednocześnie, bojąc się wszystkiego dookoła, zsunął się na kolana, na nowo przytulając się do tego klauna, tak mocno jak wcześniej. Nie chcąc puścić, nie chcąc zostawić, chcąc być zawsze z nim, a jednocześnie mieć go za kogoś bliższego niż najlepszego przyjaciela do końca życia, świata, galaktyki, całego wszechświata i innych planet oraz nawet jeszcze dłużej w piekle, albo niebie.
- Przepraszam… - szepnął, na nowo zachodząc się łzami. - Przepraszam, że nigdy nie zauważyłem, że ja… - no dalej, powiedz to. - Ja… - Karkat, nie daj nam dłużej czekać. - J-ja… - chłopie od siedmiu boleści, tu shipperzy czekają! A narratorowi również spływają łzy po policzkach gdy to pisze.
- Rozumiem Karkuś, ja ciebie też – odparł klaun, jak najbardziej wszystko rozumiejąc. Poprawił włosy, znajdujące się na czole niższego przyjaciela, po czym go w owe miejsce pocałował.
Chłopak przełknął ciężką gulę w gardle. Nie musiał tego mówić, ale chciał, jednak strach jaki się wiązał z wielkością tych słów był dla niego zbyt obciążający. Był tych uczuć pewny, ale jednocześnie… Wow to coś dla niego nowego.
Gamzee głaskał go po głowie, na co Vantas nie zwrócił większej uwagi, chociaż była to jedna z tych najmilszych rzeczy, którą chciałby czuć cały czas. W sumie czuje prawie co noc, kiedy tylko nie może zasnąć, a klaun nie śpi jak zwykle. Słodko.
- Jesteś na pewno baardzo zmęczony – powiedział nagle Makara, jakby zwracał się do pięcioletniego dziecka. - Pora nyny.
KK pokręcił przecząco główką, wtulając się mocniej w tors klauna.
- Karkusiu, jeśli mnie nie posłuchasz będę na ciebie bardzo, ale to bardzo zły – dodała niania z powrotem, grożąc chłopczykowi palcem. - Posłuchaj mnie i grzecznie pomaszeruj do łóżka.
Teraz Vantas lekko zachichotał, ponownie kręcąc łebkiem na nie.
- Opowiem ci bajeczkę i ucałuje na dobranoc jeśli w ciągu trzech sekund znajdziesz się w łóżku – Gamzee wstał, podnosząc wraz ze sobą swojego chłopca, który na odchodne wytknął mu, z lekkim uśmiechem, język, po czym potuptał do łóżka, ciągnąc oczywiście wysoką nianię za sobą.
- Zadowolony? - niby burknął, niby nie, w stronę swojej opiekunki.
- Jak najbardziej – odparł ten, z szerokim, zadowolonym z siebie, uśmiechem.
Makara ostrożnie wtulił w siebie małe ciałko ukochanego przyjaciela, po czym ostrożnie przykrył ich oboje cienką kołderką we wzorek z żółwiami. Nie pytajcie czemu z żółwiami, nie obchodzi mnie, że to najmniej ważny aspekt tego opowiadania.
Karkat cicho westchnął, zaciskając dłonie na koszulce klauna, nie chcąc oczywiście jej następnie puszczać.
- Więc… - zaczął cicho, zamykając oczy i przygotowując się do ubłaganego odpoczynku. - Wychodzi na to, że… My razem…?
- Po prostu?
Czarnowłosy zachichotał.
- Po prostu… Cię kocham.
Gamzee wrócił dłuższy czas po Karkacie, który miał dość czasu by się uspokoić. Patrzył teraz tępo w przeciwległą ścianę, nie mając siły ani chęci się podnosić. Mimo braku większego roztargnienia, jego policzki nadal były mokre, a czasami nawet zdarzyło się spłynąć pojedynczej łzie. Klaun w pierwszej sekundzie nie pojął sytuacji, ale na szczęście to była tylko sekunda. Zaraz znalazł się naprzeciwko swojego przyjaciela.
- Karkuś…? Co się stało? - Makara chciał się przysunąć i go przytulić, najlepiej jak najszybciej, po co w ogóle coś mówił, mógł to od razu zrobić, ale… Czarnowłosy nie miał nawet najmniejszego zamiaru się na to zgodzić, od razu się odsunął.
- Nie dotykaj mnie! - warknął, nadal jeszcze płaczliwym głosem. Chłopak posłusznie zabrał od niego ręce. Vantas przygryzł dolną wargę i zamknął oczy, by się na nowo nie rozpłakać.
- Powiesz… Co się stało? - zagadnął spokojnie na nowo jego przyjaciel.
- A może ty, kurwa, powiesz co tak przede mną ukrywałeś?! Najlepszy przyjaciel do siedmiu boleści!
Klaun nie miał w ogóle pojęcia o co może mu chodzić. Przekręcił głowę na jedną stronę, wpatrując się pytająco w Karkata.
- Karkuś, ja przed tobą niczego nie ukrywam – odpowiedział, dopiero po dłuższej chwili.
- TA, JASNE! POWIEDZ TO WRESZCIE! CHCE TO USŁYSZEĆ OD CIEBIE!
- Emm…
- Kurwa… Nienawidzę cię, słyszysz?! NIENAWIDZĘ CIĘ! – chłopak nie wytrzymał i z jego czerwonych oczek na nowo zaczęły spływać łzy. - Tak bardzo cię nienawidzę! Nikt nienawidzi cię bardziej ode mnie! - tak go poniosło, że pięściami zaczął nawet okładać zdezorientowanego Makarę. Były to jednak bardzo słabe ciosy, godne jedynie wkurzonego pięciolatka. - Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę!!!
Gamzee nie wiedząc co więcej zrobić, ujął go w ramiona, przysunął do siebie i mocno przytulił, nie zważając na protesty oraz okładanie po głowie.
- Już… Już spokojnie Karkuś…
- Zostaw mnie! Nie słyszałeś?! Nienawidzę cię!
- Słyszałem… - można powiedzieć, że kochane klaunie serduszko trochę popękało. - Jak tylko się uspokoisz, to stąd idę. Nie zobaczysz mnie już więcej i nie będziesz musiał nikogo nienawidzić.
Ostatnie zdanie, a w szczególności pierwsze stwierdzenie przed „i” poruszyło Vantasem na tyle, że nagle wtulił się najmocniej jak potrafi w klauna oraz zacisnął dłonie na jego koszulce.
- N-nie idź… - wyłkał po chwili. - Nigdzie masz nie iść idioto…
- Ale mnie nienawidzisz…
- Nieprawda! Czemu kurwa słuchasz tego co mówię?! Masz zostać! - to się nazywa hipokryzja, rodem kobiety z okresem.
- Honk… - Makara posłusznie przytaknął.
Karkat pociągnął jeszcze nosem, opatulił mocniej chłopaka rękami i już nie zamierzał puścić dopóki nie uśnie. Albo nie umrze. Po prostu nie chciał, żeby nagle gdzieś poszedł. Nawet do łazienki. Teraz to jest jego przytulanka, której nigdy w swoim nędznym życiu nie puści.
„Wy bez siebie nie potraficie żyć.”
- G-gamzee… - odezwała się wtem niezdecydowana kulka nienawiści.- Tak?
- Dlaczego… - zaczął Vantas, odsuwając się, ale tylko na kilka centymetrów, od swojego przyjaciela. - Nie powiedziałeś… M-mi nigdy, że mnie lubisz?
- Mówiłem ci to setki razy Karkuś.
- Ale nie w takim znaczeniu!
- To w jakim? - Makara, taki trochę internet explorer, ledwo łączył wątki. Kulka nienawiści wyklinała go za to w myślach.
- Co jest dalej po przyjaźni?
- Super przyjaźń?
- A dalej?
- Miłość jak do rodzeństwa?
- Daaalej.
- Nie wiem co jest dalej.
- Gamzee kretynie! Dlaczego mi nigdy nie powiedziałeś, że się we mnie zakochałeś?! - wykrzyknął zirytowany, po czym dłońmi zaraz zakrył swoje usta. Nie chciał pytać o to tak w prost, bo to był w tej sytuacji mocno niezręczny temat, przynajmniej w jego mniemaniu, ale co się powiedziało, się nie odpowie.
- Karkuś… - akurat to pan explorer pojął od razu. Jak dobrze, że miał ten swój makijaż, który mógł ukryć jego rumieńce. - Ja… Ja po prostu… - jak tu się wysłowić, co Makara? - Po prostu!
- „Po prostu”? - Vantas skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a klaun tylko przytaknął. - Nie wiem, naprawdę nie wiem-
I jak to się stało, że wypowiedź Karkata została przerwana?
To już w następnym odcinku!
…dobra, wiem, że nie wytrzymacie.
Gamzee ujął ostrożnie twarz czarnowłosego. Ten się lekko zdezorientował, dlatego przerwał to co już zaczął mówić.
- Mogę…? - dopytał klaun, nawet sam nie będąc pewnym co chce zrobić.
Vantas w delikatnej panice przytaknął. Chłopak, nie zastanawiając się dłużej, przysunął się do niego i go pocałował. Ostrożnie, by zbytnio nie spłoszyć małej kulki nienawiści. Sam Karkat ledwo ogarnął co się dzieje, a na jego policzki wpłynął iście truskawkowy rumieniec. Aż by się go zjeść chciało. Aktualnie ten mniejszy nie wiedział co robić, w życiu się na poważniej nie całował i ledwo co był wstanie odwzajemnić, ale… Jako tako, to zrobił. Jego wargi drżały ze zdenerwowania, jak i język.
A Gamzee? Jeśli go pamięć nie myli, raz się całował, a teraz starał się by było Karkusiowi jak najmilej. Nawet trochę dziwnie to całowanie się przedłużało… Ale cóż zrobić, jeśli było to dla nich obojgu takie fajne? Przyjemne?
Jednak w końcu któryś musiał się odsunąć. Można się nawet domyśleć który. Kejkej z okresem, niby jest dobrze, ale mówi nie. Czy któraś z kobiet wyjaśni narratorowi jak można być tak niezdecydowanym?
- Przepraszam… - wydukał szeptem Makara.
- Nie masz za co przepraszać… - odparł Vantas, wycierając mokre policzki własnymi bandażami.
- Chodź, zmienimy je – dodał wyższy, wstając i łapiąc zapłakanego, umęczonego chłopca, delikatnie za rączkę.
Karkat nawet nie protestował. Pociągnął jeszcze noskiem, po czym wstał, udając się tam, gdzie kochany klaun go ciągnie, czyli do łazienki. Po chwilce usiadł na toalecie. Gamzee ostrożnie ujął jego ręce, po czym zaczął odwijać bandaże. Kilka świeżych ran trochę przeciekło, Vantas nie miał akurat ochoty wyjaśnić skąd też pojawiły się nowe siniaki. Mogło się zdarzyć, że kilka razy przywalił tymi rękami o szafkę, kiedy tego drugiego jeszcze nie było. Makara nic na ten temat również nie powiedział. Wiedział doskonale z jakimi emocjami jego przyjaciel podchodzi do niektórych spraw, a aktualna sytuacja była aż zbyt wyniszczająca dla czerwoniutkiego jak cukierek serduszka, które woła o trochę więcej czułości, z powodu ich niedoboru.
Vantas, patrząc jak klaun o niego dba, zaczął myślami wracać do przeszłości. Do tych miłych wspomnień, wspólnie zrobionych wraz z tym jedynym przyjacielem. Spędzili razem połowę swojego dotychczasowego życia, nie rozstawali się i jakoś nigdy nie mieli dość. To nie była obsesja, tylko najzwyklejsza chęć spędzania wspólnie czasu. Najczystsza, wspierająca i platoniczna miłość przyjacielska, którą pragnąłby każdy. „Dlaczego tego nigdy nie zauważyłem?” - zapytał samego siebie w myślach Karkat, czując ukłucie w środku klatki piersiowej. - „Dlaczego nigdy nie zauważyłem jak blisko jesteśmy…?”
- Gotowe – odparł Gamzee, gdy tylko skończył zawijać dłonie Vantasa w nowe bandaże.
Czarnowłosy, dając się ponieść nowym, w końcu zrozumiałym emocjom, ale jednocześnie, bojąc się wszystkiego dookoła, zsunął się na kolana, na nowo przytulając się do tego klauna, tak mocno jak wcześniej. Nie chcąc puścić, nie chcąc zostawić, chcąc być zawsze z nim, a jednocześnie mieć go za kogoś bliższego niż najlepszego przyjaciela do końca życia, świata, galaktyki, całego wszechświata i innych planet oraz nawet jeszcze dłużej w piekle, albo niebie.
- Przepraszam… - szepnął, na nowo zachodząc się łzami. - Przepraszam, że nigdy nie zauważyłem, że ja… - no dalej, powiedz to. - Ja… - Karkat, nie daj nam dłużej czekać. - J-ja… - chłopie od siedmiu boleści, tu shipperzy czekają! A narratorowi również spływają łzy po policzkach gdy to pisze.
- Rozumiem Karkuś, ja ciebie też – odparł klaun, jak najbardziej wszystko rozumiejąc. Poprawił włosy, znajdujące się na czole niższego przyjaciela, po czym go w owe miejsce pocałował.
Chłopak przełknął ciężką gulę w gardle. Nie musiał tego mówić, ale chciał, jednak strach jaki się wiązał z wielkością tych słów był dla niego zbyt obciążający. Był tych uczuć pewny, ale jednocześnie… Wow to coś dla niego nowego.
Gamzee głaskał go po głowie, na co Vantas nie zwrócił większej uwagi, chociaż była to jedna z tych najmilszych rzeczy, którą chciałby czuć cały czas. W sumie czuje prawie co noc, kiedy tylko nie może zasnąć, a klaun nie śpi jak zwykle. Słodko.
- Jesteś na pewno baardzo zmęczony – powiedział nagle Makara, jakby zwracał się do pięcioletniego dziecka. - Pora nyny.
KK pokręcił przecząco główką, wtulając się mocniej w tors klauna.
- Karkusiu, jeśli mnie nie posłuchasz będę na ciebie bardzo, ale to bardzo zły – dodała niania z powrotem, grożąc chłopczykowi palcem. - Posłuchaj mnie i grzecznie pomaszeruj do łóżka.
Teraz Vantas lekko zachichotał, ponownie kręcąc łebkiem na nie.
- Opowiem ci bajeczkę i ucałuje na dobranoc jeśli w ciągu trzech sekund znajdziesz się w łóżku – Gamzee wstał, podnosząc wraz ze sobą swojego chłopca, który na odchodne wytknął mu, z lekkim uśmiechem, język, po czym potuptał do łóżka, ciągnąc oczywiście wysoką nianię za sobą.
- Zadowolony? - niby burknął, niby nie, w stronę swojej opiekunki.
- Jak najbardziej – odparł ten, z szerokim, zadowolonym z siebie, uśmiechem.
Makara ostrożnie wtulił w siebie małe ciałko ukochanego przyjaciela, po czym ostrożnie przykrył ich oboje cienką kołderką we wzorek z żółwiami. Nie pytajcie czemu z żółwiami, nie obchodzi mnie, że to najmniej ważny aspekt tego opowiadania.
Karkat cicho westchnął, zaciskając dłonie na koszulce klauna, nie chcąc oczywiście jej następnie puszczać.
- Więc… - zaczął cicho, zamykając oczy i przygotowując się do ubłaganego odpoczynku. - Wychodzi na to, że… My razem…?
- Po prostu?
Czarnowłosy zachichotał.
- Po prostu… Cię kocham.
I w tym momencie panie i panowie, oto ten ship stał się canonem.

JA WCALE NIE PŁACZĘ. MOJE OCZY COSPLAYUJĄ EQUIUSA. TO NIE SĄ ŁZY.
OdpowiedzUsuńMATKO BOSKA EGBERTOWA PRZEPRASZAM JUŻ JUŻ NIE POĆ OCZU DZIECKO DROGIE *armię chusteczek podaje*
UsuńTO NIE PISZ MI TU TAKICH FEELSÓW CZŁOWIEKU, DAJ MI ŚMIESZKI, NERWY, COKOLWIEK, ALE NIE FEELSY BO JESZCZE TRAFIĘ DO SZPITALA PRZEZ ODWODNIENIE PRZEZ CIEBIE.
UsuńA mi się bardzo podoba i cały rozdział szeroko się uśmiechałam!
OdpowiedzUsuńŚwietnie przedstawiasz emocje (i dobra muza), przez Ciebie zaczęłam bardzo bardzo lubić ten ship <3
AAAAAAAAAA JAK MOCNO DZIĘKUJĘ TO KOCHANE <3
Usuńuvu*
I czuję dumę wiedząc, że zarażam innych miłością do tego shipu!! ♥
Nie ma za co!! <3 to ja dziękuję za taki dobry fanfik ;)
Usuń